Dzieci w górach

Dzieci w górach.
Chodzą, tropią, skaczą w błocie, wspinają się, nasłuchują ryczących jeleni, piją herbatę
z termosu, znajdują grzyby, wypatrują. Nie nudzą się. Są szczęśliwe.
Odnajdują się w otaczającym je świecie, stają się jego integralną częścią. Przepełnione szacunkiem i zachwytem przemierzają kilometry wilczego domu. Dzieci w górach.

IMG_7173IMG_7174IMG_7177IMG_7171IMG_7201IMG_7179IMG_7215IMG_7217IMG_7221IMG_7235IMG_7170IMG_7171IMG_7302IMG_7316IMG_7320IMG_7336

 

 

Stacja Badawcza

Jest takie miejsce.
Miejsce, gdzie każdy czuje się dobrze, jak u siebie, jak w domu. Mieszkają tam ludzie, którzy mają wielkie serca, pasję i mądrość. Ludzie, którzy inspirują i pokazują, że świat jest piękny w swojej prostocie.
Jeżeli zastanawiacie się nad wakacjami dla swoich dzieciaków – to jest to miejsce idealne! My uwielbiamy i się wybieramy 🙂 Stacja Badawcza

 

IMG_6395IMG_6405IMG_6541IMG_6562

Jak w legendzie, górskiej.

Na zimowy wyjazd nasze dzieci czekają cały rok. Bawią się w narty przyczepiając sobie do stóp kawałki kartonu, wykorzystując do tego olbrzymią ilości taśmy klejącej. Na miesiąc przed, tworzą kalendarz i każdego dnia odznaczają, skrupulatnie licząc ile dni zostało. Jest to jeden z najbardziej upragnionych tygodni w roku.

Przełamując czteroletnią tradycję, zamiast do Murzasichla pojechaliśmy do Szczyrku. Spotkało się to z wielkim niezadowoleniem naszych dzieci, no bo jak to, jakieś zmiany? Po co? Po pierwszym dniu nart też zaczęłam się zastanawiać czy oby na pewno te zmiany są takie dobre. Wydawały się mocno przereklamowane.

Trafiliśmy na stok Krasnal, który okazał się zdecydowanie za krótki i zbyt płaski jak na umiejętności dziewczyn. Beskid Arena, która oferuje doskonałe warunki, była ciut za trudna. I klops. Pierwszy dzień upłynął pod znakiem porównań, smutku i powtarzanych jak mantra słów: to nie są żadne góry, to jest Majorka. Dzieci zasypiały mocno rozgoryczone niewiedząc, że Szczyrk ma jeszcze kilka asów w rękawie.
Asy były dwa.
Stok Biały Krzyż, niemal idealny, pięknie położony w przełęczy Salmopolskiej. 300 metrów stoku stało się świetnym terenem ćwiczeń narciarskiej techniki naszych dzieci.

IMG_4859.JPG
Biały Krzyż – Przełęcz Salmopolska

Drugim Asem okazało się miejsce, w którym zamieszkaliśmy – Górska Legenda. Miejsce niezwykłe, pachnące pierniczkami, wypełnione domową atmosferą i spokojem. Wnętrza dopieszczone w najmniejszym szczególe, przepyszne śniadania i aromatyczna kawa parzona według kuchni pięciu przemian. Animacje dla dzieci, czas na książkę, sauna i narciarnia, z której codziennie rano wyciągasz ciepłe buty.  Wisienką na torcie, jeśli można tak powiedzieć,  są właściciele, uśmiechnięci, życzliwi, sprawiający, że ich dom stał się moim domem.
IMG_5180.JPG

IMG_5087.JPG
Salon

Ten wyjazd był inny. Intensywny narciarsko i leniwie cudowny wieczorami. Dzieci szczęśliwe znikały z pokoju na długie godziny by piec babeczki, odkrywać tajemnice lodowych krain czy przeprowadzać skomplikowane eksperymenty. My czytaliśmy, nadrabialiśmy filmowe zaległości – serial  The End of the F***ing World okazał się jednym z lepszych, jakie udało się nam zobaczyć w ostatnim czasie.

IMG_4937.JPG
dekoracja do babeczek

Podczas tego tygodnia zostały też spełnione dwa marzenie dzieci. Spróbowały jazdy na snowboardzie – tu stok Krasnal zmył z siebie pierwsze złe wrażenie i zachwycił idealnymi warunkami do nauki – i wjechały wyciągiem z kanapą.
Ostatnie dwa dni spędziliśmy na stoku w Wiśle. Klepki okazały się stokiem idealnym. Długim – 600m i idealnie nachylonym do umiejętności dziewczyn.

IMG_5130.JPG

IMG_5133.JPG

Tydzień minął szybciej niż byśmy chcieli. Do domu wróciliśmy narciarsko usatysfakcjonowani. Okazuje się, że gdy ma się 6 i 8 lat, coś takiego jak zmęczenie nie istnieje. Z czego, tym razem, rodzice korzystali w pełni 🙂 Wróciliśmy też bogatsi o małego przyjaciela o imieniu Kształcik. Dziewczyny zapytane o miejsce kolejnego zimowego wyjazdu odpowiedziały nadwyraz zgodnie 🙂 My też już wiemy.

 

 

 

Połknięte łzy

To uczucie pojawiło się, gdy zobaczyłam ją pierwszy raz.
Maleńka. Bezbronna. Całkowicie ode mnie zależna.
Zanim przyszła miłość, było wzruszenie.
Wzruszenie kruchością, nieporadnością, niewinnością.

Zanim przyszła miłość pojawił się strach.
Paniczny lęk.
O zdrowie, bezpieczeństwo, uczucia.
Od tamtej pory każdej nocy zasypiam z myślą, co mogłam zrobić lepiej.

Boję się.
To strach, który paraliżuje mnie od środka.
Starannie jednak pilnuję, aby nie wylał się na zewnątrz.
Boję się, że tak niewiele zależy ode mnie.
Boję się , że mogę zostać zaskoczona i postawiona przed faktem, który jest  zbyt straszny, żeby o nim myśleć.
Boję się, że nie będę umiała ochronić moich dzieci.

Dziś zobaczyłam chłopca.
Omrana Daqneesha, który ma 5 lat.
Tyle co Gabi.
I wiem, że powoduje mną zwyczajna matczyna empatia.
Wzruszenie obrazem i  hormony.
Wiem.
Jednak dziś zobaczyłam chłopca, którego niewinność i kruchość zostały sponiewierane przez politykę, pieniądze, religię. Przez ludzi. Złych ludzi.
Zobaczyłam chłopca, którego rodzice boją się tak samo mocno jak ja.
W oczach chłopca zobaczyłam mój strach.
Mama i tata nie byli wstanie go ochronić. Bardzo się starali. Zrobili wszystko. Nie udało się. Bo nie mogło się udać. Nie mieli szans.

I teraz świat ogląda chłopca.
Pojawia się oburzenie, smutek, wściekłość, niezgoda.
Emocje potęgują słowa Sophie McNeill, australijskiej dziennikarki.
„Nie możemy powiedzieć, że nie wiedzieliśmy”.
Wiemy, widzimy, umieramy za każdym razem, gdy oglądamy obrazy z Syrii.
Nie robimy nic.
Zapominamy.

Przepełnia mnie smutek i wściekłość. Bezradność i żal.
Nie ma we mnie zgody na otaczający świat.
Świat, w którym nie potrafimy ochronić dziecka.
Świat, w którym dziecko zamiast łez ociera z twarzy krew.

Tupię nogami, zaciskam pięści, połykam łzy.
I boję się. Tak bardzo się boję.

 

8bbb8f16-fc73-4ed6-8615-eca623b5cb38