Czekając na jelenie

Niebo całkowicie schowane za chmurami. Zupełna ciemność. Dookoła cienie drzew i leśna cisza. Odwrócenie zmysłów. Zapach kawy. Jej smak. Zupełnie inny, lepszy, bardziej intensywny. Przepełniony uczuciem szczęścia.

Górska hala. Trzy namioty. Noc w lesie. Deszcz, przeszywający chłód i świt pod świerkiem w oczekiwaniu na tych, dla których tam przyjechaliśmy. Czas zupełnie wyjątkowy. Pozwalający zrozumieć i odczuć każdym najmniejszym kawałkiem ciała, że obecny na co dzień konsumpcjonizm i pragnienie posiadania wszystkiego na już, jest tworem sztucznym, zniewalającym. W górach jest inaczej.

IMG_0281

W lesie czas zwalnia. Zaczynasz widzieć bardziej, słyszeć dokładniej, czuć intensywniej.
Stajesz się na moment częścią czegoś większego, mądrzejszego, lepszego. Odkrywasz, że samo czekanie ma sens. A w lesie czekania jest dużo. Jest ono wartością samą w sobie.

IMG_0270

Świt ma w sobie coś z magii. Ta krótka chwila pomiędzy nocą i dniem. Połączenie dwóch światów. Przejście między dwoma wymiarami. Mój ulubiony czas.

Zapach kawy w górach.

Fascynacja górami spadła na mnie zupełnie przypadkowo. Nie spodziewałam się jej. Przyszła z zaskoczenia i uderzyła ze zdwojoną siłą. Szukając wilków, znalazłam miejsce, gdzie czuję, że jestem tam, gdzie być powinnam. Miejsce idealne, po brzegi wypełnione tym, czego potrzebuję.

IMG_20180930_122302

Moje oczy zawsze były skierowane w stronę morza.  To tam odnajdywałam to czego szukałam. Gdy ląd znikał za rufą jachtu wszystko stawało się prostsze, normalniejsze. Z każdą przepłyniętą milą wypełniał mnie coraz większy spokój. Rytm wacht, mój rytm.

Teraz patrzę w dwie strony.

* Za każdym zachwytem, pasją ukryci są ludzie, którzy pojawili się w naszym życiu w odpowiednim momencie. Michał, dziękuję za uczenie mnie gór i lasu.

https://www.facebook.com/wildlifeseminars/
IMG_0290IMG_0301

IMG_20180929_080634 (1)

IMG_20180928_202236 (2)

dzieci w lesie

Zwyczajnie. Bez pośpiechu, bez brakującego czasu, bez uciekającej cierpliwości.  Bez plastiku, głośnej muzyki i miliona sztucznych i trudnych do zniesienia bodźców. Zwyczajnie. Wśród zieleni, wśród drzew, tuż obok górskiego potoku. Dzieci w lesie.

Zachwyt małych rączek. Oczy skupione na najmniejszych mieszkańcach lasu i łąki. Szacunek i fascynacja połączone z pragnieniem wiedzy i potrzebą nazywania.

Pięć dni w górach i  opowieść, która prowadziła, która pomagała pokonać zmęczenie i dodawała sił. Opowieść niezwykła.  O dzieciach, które ruszyły w góry w poszukiwaniu wody żywej by ocalić małego rysia. Historia naszych dzieci, które każdego dnia oswajały przestrzeń. Każdego dnia stawały się jej częścią i czuły się w niej dobrze.

Kilka lin między drzewami. Lina łącząca dwa brzegi rzeki. Huśtawka. Lina do wspinania się na skarpę.  Pierwszy łyk wody z górskiego potoku, jeżyny prosto z krzaka, ślady dzików, koniki polne, szukanie jednej, ale najistotniejszej rośliny. Kalosze w błocie, łódki z kory, wodospad. Tylko tyle i aż tyle. Dzieci w lesie.

Czytałam ostatnio, że ludzie zatracają więź z przyrodą, że rozwój technologii, pęd życia, powszechny brak czasu i identyfikowanie siebie przez posiadane przedmioty i opinie innych sprawiają, że zapominamy. Przestajemy pamiętać, o tym, co jest ważne i o tym, co może nas ocalić. To właśnie przez kontakt z przyrodą dzieci uczą się empatii, buduje się w nich wrażliwość, akceptacja i tolerancja. Bez kontaktu z naturą tracimy ważną część siebie, a nasze dzieci dorastają z poważnym deficytem.

Zabierajmy nasze dzieci do lasu. Pozwólmy im odkrywać jak fascynujące jest wszystko co nas otacza. Pozwólmy im odnaleźć się w ciszy i usłyszeć ją. Dzieci poprzez kontakt z naturą stają się silniejsze zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Mniej ulegają wpływom, mniej odczuwają potrzebę akceptacji wśród rówieśników. Dlaczego? Ponieważ poprzez długotrwały kontakt z naturą widzą świat jako spójną całość, pełną zależności i połączeń. Gdzie wszystko ma swój sens, każdy kształt, każdy kolor, każdy dźwięk. Dostrzegają wyjątkowość i niezbędność najmniejszych elementów otaczającego je świata. Stają się jego częścią i odnajdują się w nim jako świadome i szczęśliwe osoby.  Dzieci w lesie.

Dziękuję za wspaniałe pięć dni. Za pokazanie moim dzieciom Alchemilli, rośliny, której nigdzie nie było, a jak dowiedzieliśmy się jak wygląda okazało się, że rośnie wszędzie 😊 Dziękuję Iza, Maja i Bogdan, za Pracownię Edukacji Żywej. Dziękuję, że zabieracie dzieci do lasu.

 

IMG_9497IMG_9486IMG_9414IMG_9857IMG_9863IMG_9376IMG_9801IMG_9591IMG_9894IMG_9583IMG_9453IMG_9655IMG_9607IMG_9723

Karmienie wilków

Jestem typem matki, która lubi spędzać czas ze swoimi dziećmi, nie lubi się z nimi rozstawać, nie potrzebuje odnajdywać swojej tożsamości w samodzielnych wyjazdach. Moja przestrzeń świetnie dogaduje się z przestrzenią moich córek.  Choć czasem iskrzy na całego i wióry lecą.

Jestem mamą, która zakochała się w wilkach. Totalny obłęd. Fascynacja i ciągły głód wiedzy i doświadczania tych wspaniałych zwierząt. Bez opamiętania mówię o wilkach, co wpływa na moje otoczenie, na moje dzieci.

Wiedziałam, że prędzej czy później dojdzie do zderzenia kwoczej mamy i tej goniącej za wilkami. Pewien człowiek, swoim pomysłem na dwa dni bez facetów i dzieci, wśród gór, śniegu i moich wilków, sprawił, że dwa miesiące spędziłam na rozmyślaniach: co mi do cholery strzeliło do tego głupiego łba.

Wyjechałam. Dwoma pociągami. Z przyjaciółką z liceum pod pachą. Do małego miasteczka, gdzie czekał na nas tajemniczy pan z wąsem w czerwonym oplu. Do domu na końcu górskiej drogi, gdzie słychać wilki, a polska gościnność okazuje się być namacalną prawdą.

Tropy wilczej pary, która właśnie teraz pragnie spędzać ze sobą jak najwięcej czasu.  Sporo żółtego śniegu, dwie wilcze kupy. Nocne wycie i odpowiedź z daleka, subtelna, ale stanowcza. Spełnienie marzeń. Szczęście. Wszystko tak, jak być powinno. Ja i moje wilki. Wszystko na swoim miejscu. Mimo ogromnego zmęczenia i pokonywania własnych słabości.

Tam w górach, z dwudziestoma zupełnie obcymi mi dziewczynami znalazłam kawałek siebie. Ten kawałek, którego brakowało do mojej układanki.

„Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków: miłość, gniew, odwagę, strach…. Przeżyją tylko te, które nakarmisz.” – Maria Nurowska

Moje wilki są syte.

IMG_5553

IMG_5538
Michał Figura mierzy tropy wilka

IMG_5685

IMG_5522

IMG_5563

IMG_5679
trop rysia
gomarch-950x550-sc
Dwadzieścia dziewczyn i las    fot. Weronika Gorzelanna

 

Dziękuję Michałowi Figurze z  Wild Life Seminars za pokazanie mi gór możliwość odnalezienia w nich kawałka siebie.

Przestać musieć

W 2018 roku postanowiłam mieć czas.
W 2018 roku postanowiłam przestać musieć.
W 2018 roku postanowiłam zacząć chcieć.

Skupić się na tym co ważne. Nauczyć się akceptować nieidealność.
Zatrzymać biegnący czas wspomnieniami, które stworzymy.
Przestać na narzekać i mówić za raz, za chwilę, nie teraz, nie mam czasu, muszę.
Zacząć walczyć o przestrzeń i nie pozwolić aby ktoś mi ją zabierał ustalając sztuczne normy. Dogadać się ze złodziejami czasu. Nie odkładać marzeń na jutro.
Być tu i teraz, z tymi których kocham, z tymi z którymi chcę być.
Żyć z całych sił w zgodzie z sobą, a nie z oczekiwaniami innych.
Postanawiam mieć czas. Postanawiam chcieć! Postanawiam BYĆ!

IMG_4605

Przyrodyjka

IMG_7480

Jest taki człowiek, którego znają wilki. Którego obecność w lesie jest naturalna i dobra.

Jest taki człowiek, który zna las i jego mieszkańców, który czuje się w nim lepiej niż gdziekolwiek indziej.

Jest taki człowiek, który wie, że nie jesteśmy władcami tej ziemi, a jedynie jej gośćmi i jak gościom przystało, powinniśmy zachowywać się z szacunkiem i pokorą.

Jest taki człowiek, którego optymizm i pozytywna energia są niczym światełko na końcu tunelu, dające nadzieję, że jednak będzie dobrze, że jeszcze nie wszystko stracone, że warto bronić swoich przekonań i starać się zmieniać to co niezmienialne – ludzką naturę.

Jest taki człowiek, który pokazuje dzieciakom zwierzęta z bliska, zwierzęta w ich naturalnym środowisku, zwierzęta takie jakie są, gdy nikt na nie nie patrzy.

Jest taki człowiek, który potrafi uchwycić piękno w najczystszej formie i zachwycić nim innych.

Jest taki człowiek, który przyjechał wczoraj do szkoły Kasi i mówił o tym, co ważne.
O otaczającej nas przyrodzie. O szacunku, pięknie i niezwykłości.  Mówił, bo wierzy, że to właśnie w dzieciach jest nadzieja Ziemi.

Dziękuję Panie Marcinie za inspirujące spotkanie. To właśnie dzięki takim ludziom jak Pan wierzę, że będzie dobrze!

Marcin Kostrzyński to przyrodnik, który jak sam mówi, każdą wolną chwilę spędza w terenie. Jego marzeniem, które z sukcesem realizuje, jest robienie filmów przyrodniczych, w których mógłby pokazać świat dzikiej przyrody tak, takim jakim on jest, gdy w pobliżu nie ma człowieka.

Tata

– nie wiem co chciałeś udowodnić, powiedziałam z wyrzutem do męża mojego, który dzień wcześniej, mimo że czuł się, delikatnie mówiąc, do dupy, postanowił pojechać z dziećmi na obiecany kilka dni wcześniej basen. Tak więc mąż mój półżywy, ale dobrze maskujący się, spędził z dziećmi godzin kilka na basenie, a po powrocie natychmiast dostał 40 stopni gorączki, która trzymała go przez doby cztery, pomiatając nim okrutnie, bez litości i minimalnych przejawów zakłopotania, że dorosłego faceta tak bardzo sponiewierać nie wypada.
Zapytałam więc półprzytomnego, w majakach sennych pogrążonego męża, co do cholery chciał udowodnić sobie i nam tym wyjściem na basen, ale jako że mąż  mój przebywał w innym wymiarze i słów moich zapewne nie słyszał, odpowiedziało mi moje młodsze dziecię:
– mamo tata chciał udowodnić, że jest mięśniakiem.

I tak oto pięciolatka zdemaskowała tatę swojego. Potrzeba bycia mięśniakiem jest silniejsza od zdrowego rozsądku. Gdy masz możliwość być mięśniakiem, to nie ma siły, która powstrzyma tatę od bycia mięśniakiem.
Nie od dziś przecież wiadomo, iż synonimem słowa mięśniak, jest tata, który mimo wszystko dotrzymuje danej wcześniej obietnicy. Nie ważne czy wali żabami z nieba. Jak mięśniak coś powie, to słowa dotrzyma.

Czy Mikołaj ma brodę?

Gdyby przyznawano nagrody za najdłuższy list do Świętego Mikołaja, to nasze córki z pewnością znalazłyby się w czołówce. Zaczęły już we wrześniu. Do zapisywanych pionowo kartek A4 dołączały kolejne i kolejne. Gdy w przeddzień Mikołajek Gabi wkładała list pod poduszkę, wystawał z każdej strony.  Miał jakieś 3 metry.

Włożyła więc Gabi swój list – Kasia też, ale bez ciśnienia na przyłapanie Mikołaja na wciskaniu pod poduszkę prezentu – i położyła głowę i rękę na wystającym kawałku.
Plan był doskonały. Gdy Mikołaj przeciśnie się już przez komin i wejdzie na górę do sypialni i będzie wyciągał mega długi  list, Gabi się obudzi.
Wiadomo, każde dziecko marzy o tym, aby choć raz w życiu zobaczyć tajemniczego starszego pana. Jednak plan naszej córki genezę miał zupełnie inną.
Otóż Gabrysia  widząc Mikołaja i Elfy zazwyczaj głośno obwieszcza całemu światu:
– To żaden Mikołaj. To przebrane człowieki. Oni oszukują!
Budzi tym samym popłoch u radosnych dzieci siadających, z wypiekami na twarzy, na kolanach pana w czerwonym kubraku.
Dlatego właśnie –  tak sądzę – w główce naszej córki zrodził się plan przyłapania Mikołaja i pociągnięcia go za brodę. Bo przecież od zawsze wiadomo, że tylko prawdziwy Mikołaj ma prawdziwą brodę. Gdyby ta odpadła okazałoby się, że to znowu jakiś przebieraniec.

Mikołajkowy poranek był połączeniem radości z prezentu i wściekłości, że plan się nie powiódł. Silna potrzeba weryfikacji nie została zaspokojona.

W drodze do przedszkola Gabi zapytała czy moglibyśmy pojechać tam, gdzie mieszka Mikołaj. Na moją odpowiedź, że byłaby to wspaniała przygoda i może kiedyś nam się to uda, Gabi powiedziała:
– bo jak już tam będziemy, to podejdziesz mamo do Mikołaja i szarpniesz go za brodę, dobra? Ja muszę sprawdzić czy on jest prawdziwy czy nie! Zrobimy tak? Dobrze?

No pewnie, że tak zrobimy 🙂 Też jestem ciekawa, jak to z tą brodą jest 🙂
________________
8.12.2016

– Mamo, z tym listem to się nie udało, musiałam go jakoś puścić w nocy. Powiedziała zatroskanym głosem Gabi.
– ale mam pomysł, musimy zawiesić w oknach, przy drzwiach i przy kominku dzwoneczki. Wtedy na pewno się obudzę. Bo ja bardzo chcę go zobaczyć. Jak już go zobaczę, to poproszę, żeby zdjął brodę. Muszę wiedzieć czy to nie kolejny przebieraniec.