Wiesz, co tak naprawdę jest najlepsze dla Twojego dziecka?

CO JEST NAJLEPSZE DLA TWOJEGO DZIECKA?

Najlepsze wcale nie jest karmienie piersią.
Najlepsze nie jest również karmienie butelką.
Najlepsze wcale nie jest to, że je nosisz.
Najlepsze nie jest również to, że je odkładasz.
Najlepsze wcale nie jest to, że je kładziesz w taki sposób, a nie inny.
Najlepsze nie jest również to, że je kładziesz inaczej.
Najlepsze wcale nie jest to, że je przykrywasz tak, a nie inaczej.
Najlepsze nie jest również to, że je przykrywasz w inny sposób.
Najlepsze wcale nie jest to, że je ubierasz właśnie tak.
Najlepsze nie jest również to, że je ubierasz inaczej.
Najlepsze nie jest wcale to, że dajesz mu przecierki.
Najlepsze nie jest również to, że karmisz je kawałeczkami.
Najlepsze nie jest wcale to, co mówi Twoja mama.
Najlepsze nie jest również to, co mówi Twoja przyjaciółka.
Najlepsze wcale nie jest dla niego bycie z nianią.
Najlepsze nie jest również posyłanie go do babci czy przedszkola.
Najlepsza wcale nie jest dla niego „właśnie ta” metoda wychowawcza.
Najlepsza nie jest również inna metoda wychowawcza.

NAJLEPSZY JESTEŚ TY.
Najlepsze jest to, co sprawia, że Ty czujesz się lepiej.
Najlepsze jest to, co Ci podpowiada Twój instynkt.
Najlepsze jest to, co pomaga czuć się dobrze również Tobie.
Najlepsze jest to, co Ci pozwala czuć się szczęśliwym ze swoją rodziną.
Bo gdy Ty dobrze się czujesz, oni dostają to, co najlepsze.
Bo to, co najlepsze to Ty.
Bo gdy Ty czujesz się pewny siebie, oni też czują się pewni i bezpieczni.
Bo gdy Ty czujesz, że postępujesz dobrze, Twój spokój i radość przechodzą na nich.
BO TYM, CO NAJLEPSZE, JESTEŚ TY.

Nie mówmy mamom i ojcom co jest najlepsze.
BO TYM, CO NAJLEPSZE DLA DZIECKA, SĄ ONI SAMI.

źródło: www.biobiochile.cl

O Wilkach

Dziś o rodzinie, ale innej, tej która mnie inspiruje, zachwyca.
Kocham wilki. Nie da się ukryć. To wspaniałe, mądre, rodzinne i niezwykle opiekuńcze zwierzęta. Nie należy się ich bać. One boją się nas o wiele bardziej niż my ich. Polecam artykuł. Jest dobry, rzetelny. Mówi prawdę.

12321299_10208353461824214_8179072037819044820_n

Na futrzastej latarni świeci się para lamp. Zwierzę kręci się chwilę po śniegu, po czym kładzie się, wyciera w niego futro i znika za krzakiem. Taką scenkę uchwyciła fotopułapka Słowińskiego Parku Narodowego. Dla niewtajemniczonych: latarnia to wilcza głowa, a lampy to oczy.   

Zrobiło się wokół tego obrazu głośno, ale tylko na chwilę, bo takich widoków jest na terenie Pomorza środkowego coraz więcej. Wiedzą o tym naukowcy, którzy śledzą wilcze obyczaje, i hodowcy, którym od czasu do czasu wilk zachodzi za skórę. W Chocielewku (w pow. lęborskim) wilki podkopały się pod siatką i pożarły dwa daniele hodowlane. Przed wilkami ostrzega hodowców nawet Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – urzędnicy zaznaczają, że jeśli nie dopilnują stad, to nie dostaną odszkodowania za stratę.

– Jeśli dla wilka trudnością będzie zdobycie pokarmu składającego się ze zwierzyny dzikiej, to wtedy podejdzie pod zagrody – mówi Andrzej Wróbel ze Słowińskiego Parku Narodowego. –  W parku jednak nie było żadnego przypadku ataku wilków na zwierzęta domowe.

I dobrze, bo to oznacza, że wilki koncentrują się na dziczyźnie, a ta ostatnio daje się we znaki rolnikom. Wilki czyszczą pola z rozmnażających się na potęgę dzików, a w Słowińskim Parku Narodowym regulują populację jeleni, które niszczą drzewostan.

Zresztą wygląda na to, że właśnie w Słowińskim Parku Narodowym wilk znalazł sobie idealne miejsce do życia, co dla gatunku niezwykle rodzinnego, przywiązanego przez całe życie do jednej partnerki i bardzo kochającego swoje dzieci niewątpliwie jest istotne.

– Z obserwacji pracowników SPN, a także dzięki foto pułapkom na terenie parku wynika, że może być tych wilków znacznie więcej, niż nam się to wcześniej wydawało – przyznaje Andrzej Wróbel. – Dzięki foto pułapkom udało nam się zarejestrować nie mniej niż pięć wilków. Jedna z takich obserwacji pochodziła z okolic Żarnowskiej, natomiast z obserwacji wizualnych wiemy, że w okolicach miejscowości Kluki obserwowano nawet do ośmiu osobników w jednej watasze. Wilków na pewno na terenie parku jest kilkanaście i podejrzewamy, że to są dwie oddzielne watahy.

Tak to wilk pomału przestaje być  baśniowy i wyjątkowy, chociaż na wolności człowiek wciąż widuje go rzadko. I nie ma się co dziwić, bo oba gatunki nigdy za sobą nie przepadały, poza nielicznymi wyjątkami. Za wilkiem wciąż ciągnie się zła sława – zupełnie tak, jakby rzeczywiście miał na sumieniu babcię Czerwonego Kapturka i nikt nie pamiętał, że to tylko bajka.

Może więc czas, żeby te relacje naprawić?

Można by pomyśleć, że wilka przedstawiać nie trzeba, ale to tylko pozory. W rzeczywistości wiemy o nim mało i może dlatego wciąż pokutuje w społeczeństwach mityczny lęk przed zwierzęciem wyjącym do księżyca. Wilk wypełnił sobą bajki, filmy, stał się treścią porzekadeł, ale miał słaby PR. Strasznie go obsmarowano.

A mało kto wie, że wilk to niedościgniony wzór rodzica, męża i opiekuna. Człowiek mógłby się od niego uczyć. A że czasem porwie owcę ze stada? Trudno, musi coś jeść, a przecież do mięsnego po zakupy nie pójdzie.

Teraz o wilku robi się głośniej, bo spotyka się go częściej. Przez długie lata jednak było o nim cicho. Z prostej przyczyny: skutecznie uciszył go człowiek.

Zresztą – trzeba to powiedzieć: mimo że babci Czerwonego Kapturka wilk nie pożarł, to  całkiem  kryształowy jednak nie jest.

Człowiek wilkowi wilkiem

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska rozesłała już komunikat, w którym ostrzega rolników, by pilnowali swoich stad nocą. Wie to Jarosław Brzeski, gospodarz z Chocielewka – to właśnie jemu wilki zagryzły dwa daniele. Podobnie stało się w okolicach Bożegopola. I nie ma się co dziwić, bo dla wilków takie stado zamknięte w jednym miejscu jest jak stołówka. Wystarczy się tylko do niej włamać…

– Podkopały się pod siatką – mówi Brzeski. – Dostałem na szczęście odszkodowanie, ale i zalecenie, bym tę siatkę głębiej wkopywał.

To jednak trzeba wilkowi oddać, że nie poluje dla trofeów ani żeby zrobić człowiekowi na złość, ale żeby zjeść, a powiedzenie „wilczy apetyt” nie wzięło się znikąd. – Wilk dziennie musi zjeść trzy, cztery kilogramy mięsa, więc jeśli wataha liczy dziesięć sztuk, to łatwo obliczyć, zjada co dzień 40 kilogramów – mówi Andrzej Wróbelze Słowińskiego Parku Narodowego. – Więc taka wataha wilków na terenie Słowińskiego Parku Narodowego zjada minimum 300-400 sztuk zwierzyny rocznie.

Dlatego tak ważne jest, by wilk przerzucił swoje kulinarne zainteresowania z zagród do lasu. Jeśli rolnicy pójdą za radą urzędników i stada będą dobrze chronione, to wilk może się rolnikom nawet przydać. Stada dzików, które rozmnożyły się ponad miarę i ryją okoliczne pola, będą musiały liczyć się z tym, że trafią w paszczę równie ochoczo rozmnażającego się wilka.

Są też inne powody, dla których człowiek powinien uścisnąć wilkowi łapę. – Park do niedawna miał jedno z największych zagęszczeń jelenia szlachetnego w Europie – mówi Andrzej Wróbel. – Wzrost liczebności wilka i jego migracja powodują spadek populacji jelenia, co również jest korzystne dla ekosystemu, w tym drzewostanów.

 

Jeśli wilk szuka sobie jelenia, to człowiek nie powinien mu przeszkadzać. A jednak robił to przez lata z potwornym skutkiem. – W latach 1952-54, a potem aż do 1972 roku trwała wilcza akcja, podczas której bezlitośnie zabijano wilki – mówi Sabina Pierużek-Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Mordowano je wszelkimi sposobami, strzelano, truto, stosowano fladry. Nawet nadleśnictwa miały nakaz tępienia wilka. Uważano go za szkodnika. W efekcie w całym kraju pozostało około 60 wilczych osobników.

W 1972 r. wyhamowano ten morderczy pęd, ale trzy lata później powrócił. – Nastąpiły akcje łowne, na wilki polowano dla trofeów – tłumaczy Sabina Pierużek-Nowak. – Tak było do 1998 roku, kiedy objęto je ścisłą ochroną.

Wilk rozpoczął rekolonizację zachodniej Polski. Robi to pomału, ale sukcesywnie. Jest przy tym zdeterminowany, bo w poszukiwaniu partnerki może pokonać nawet 600 km w dwa tygodnie.

Wilcza rodzinka.pl

Wataha, czyli grupa rodzinna wilków, to niemal idealna rodzinka. Na czele stoi samiec, który – kiedy już zwiąże się z samicą – nie opuszcza jej aż do śmierci. Nie jak u ludzi.

Kiedyś najczęściej życie wilka kończył człowiek, dziś  świerzb i inne choroby. – To poważny problem – przyznaje Sabina Pierużek-Nowak. – Wilki dostają świerzbu najczęściej  za pośrednictwem lisów i jenotów, które potrafią wejść do ich nor i przenieść chorobę. Widywane są szczeniaczki, całe w strupach, niemogące chodzić. To przerażający widok.

Pierwsze trzy miesiące przeżywa ok. połowa populacji szczeniąt. Zanim przyjdą na świat, samiec, czyli basior, bardzo troskliwie zajmuje się swoją panią. Para okazuje sobie czułości, kładą pyski na grzbietach partnerów,  wyjmują pasożyty z sierści. A kiedy samica jest w ciąży, samiec bierze sprawy w swoje łapy.

– Dopóki ciąża nie jest zaawansowana, polują wspólnie – mówi Sabina Pierużek-Nowak. – Gdy ona przestaje być „na chodzie”, samiec przynosi jej jedzenie, nawet wodę. A gdy urodzi – opiekuje się nią. To bardzo odpowiedzialny partner i ojciec. Kiedy młode dorastają, samica wraca do polowań, bo jest w tym bardzo dobra.

Co ciekawe, pozostała część rodziny również pomaga rodzicom.

– Kiedy rodzice idą na polowanie, młodymi zajmują się bracia i siostry – mówi Sabina Pierużek-Nowak. – Wracają z polowania, a w brzuchach przynoszą im lekko strawiony pokarm. Kiedy młode podrosną, opuszczają norę. Rodzice z wolna uczą je podchodzić do upolowanej zwierzyny, potem się wspólnie stołują. Zanim młode nie dorosną, starsze rodzeństwo zostaje z nimi i pomaga w wychowaniu, zanim pójdzie „na swoje”. Takarodzinka.pl – śmieje się Sabina Pierużek-Nowak.

Jedna grupa rodzinna wilków zajmuje teren 250-300 km kw. – To ogromny obszar, porównywalny wielkością do Warszawy – obrazuje Sabina Pierużek-Nowak. – Zwierzyny łownej na nim nie brakuje.

Nie taki wilk straszny…

Bliskie spotkania człowieka z wilkiem należą do rzadkości, bo wilk człowieka unika. Jednak czasem się zdarzają.

– Schodziłem o świcie z ambony po inwentaryzacji jeleni i zobaczyłem trzy młode wilki w niewielkiej odległości – opowiada Andrzej Wróbel. – Odprowadziły mnie ok. 200 metrów do samochodu. No, miałem wtedy ciarki. Zastanawiałem się, co im chodzi po głowie.

– Najczęściej u młodych wilków to ciekawość. Starsze uciekają, jak tylko machnie się rękami czy krzyknie – mówi Sabina Pierużek-Nowak. – Ludzie jednak zawsze się wilków bali i nie ma się co dziwić. Jednak ryzyko ataku z ich strony jest znacznie mniejsze niż ze strony psów, gdzie w ciągu roku kilkakrotnie słyszymy o pogryzieniach. Wilk ma słaby wzrok i w dzień widzi jak daltonista bez okularów.

No i jak tu takiego inwalidy się bać…

– Mam prośbę – mówi na koniec naszej rozmowy Andrzej Wróbel. – Niech pan napisze o wilku ciepło…

Toteż piszę: wilk jest w porządku. Traktujmy go po ludzku.

auror tekstu: Robert Gębuś
r.gebus@prasa.gda.pl

źródło: http://www.strefaagro.dziennikbaltycki.pl/artykul/wilk-jest-w-porzadku-traktujmy-go-po-ludzku

 

Połknięte łzy

To uczucie pojawiło się, gdy zobaczyłam ją pierwszy raz.
Maleńka. Bezbronna. Całkowicie ode mnie zależna.
Zanim przyszła miłość, było wzruszenie.
Wzruszenie kruchością, nieporadnością, niewinnością.

Zanim przyszła miłość pojawił się strach.
Paniczny lęk.
O zdrowie, bezpieczeństwo, uczucia.
Od tamtej pory każdej nocy zasypiam z myślą, co mogłam zrobić lepiej.

Boję się.
To strach, który paraliżuje mnie od środka.
Starannie jednak pilnuję, aby nie wylał się na zewnątrz.
Boję się, że tak niewiele zależy ode mnie.
Boję się , że mogę zostać zaskoczona i postawiona przed faktem, który jest  zbyt straszny, żeby o nim myśleć.
Boję się, że nie będę umiała ochronić moich dzieci.

Dziś zobaczyłam chłopca.
Omrana Daqneesha, który ma 5 lat.
Tyle co Gabi.
I wiem, że powoduje mną zwyczajna matczyna empatia.
Wzruszenie obrazem i  hormony.
Wiem.
Jednak dziś zobaczyłam chłopca, którego niewinność i kruchość zostały sponiewierane przez politykę, pieniądze, religię. Przez ludzi. Złych ludzi.
Zobaczyłam chłopca, którego rodzice boją się tak samo mocno jak ja.
W oczach chłopca zobaczyłam mój strach.
Mama i tata nie byli wstanie go ochronić. Bardzo się starali. Zrobili wszystko. Nie udało się. Bo nie mogło się udać. Nie mieli szans.

I teraz świat ogląda chłopca.
Pojawia się oburzenie, smutek, wściekłość, niezgoda.
Emocje potęgują słowa Sophie McNeill, australijskiej dziennikarki.
„Nie możemy powiedzieć, że nie wiedzieliśmy”.
Wiemy, widzimy, umieramy za każdym razem, gdy oglądamy obrazy z Syrii.
Nie robimy nic.
Zapominamy.

Przepełnia mnie smutek i wściekłość. Bezradność i żal.
Nie ma we mnie zgody na otaczający świat.
Świat, w którym nie potrafimy ochronić dziecka.
Świat, w którym dziecko zamiast łez ociera z twarzy krew.

Tupię nogami, zaciskam pięści, połykam łzy.
I boję się. Tak bardzo się boję.

 

8bbb8f16-fc73-4ed6-8615-eca623b5cb38

 

 

Miłość i Strach

Miłość i strach! Gdy zrozumiemy ich istotę, świat będzie lepszy. Wierzę w to. Ponadczasowa myśl. Prosta. Wręcz banalna. Najważniejsza!

Rodzice krzyczą. Rodzice wkurzają się na swoje dzieci. Rodzice bywają tak wściekli, że trudno im zapanować nad emocjami. Często obwiniają za swoje zachowanie dzieci. Tłumaczą, że gdyby dziecko było inne, to i oni mieli by więcej cierpliwości. Ale czy faktycznie wina leży w naszych kilku latkach, czy nastolatkach?

„Ktoś powiedział, że istnieją jedynie dwie rzeczy na świecie: Bóg i strach. Miłość i strach są właśnie tymi dwiema rzeczami. Jest tylko jedno zło na świecie – strach, jest tylko jedno dobro na świecie – miłość. Czasami jedynie inaczej są określane. Niekiedy miłość nazywana jest szczęściem, wolnością, pokojem, radością, Bogiem czy zgoła czymś innym. Ale nieważne, jak ja zwał. I nie ma na świecie takiego zła, które nie pochodziłoby ze strachu. Nie ma.
Ignorancja i strach, ignorancja wypływająca że strachu. Wszelkie zło pochodzi że strachu i każdy gwałt z niego się bierze. Osoba rzeczywiście pozbawiona agresji jest osobą, która nie ma w sobie strachu. Gdy obawiasz się czegoś, stajesz się zły. Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś zły.

Idź dalej. Pomyśl, kiedy byłeś zły i jaki lęk krył się pod twoją złością. Czego bałeś się stracić? Co miano ci zabrać, iż tak bardzo się bałeś? To tutaj tkwi przyczyna twej złości. Pomyśl o jakiejś złej osobie, być może to ty jesteś źródłem jej strachu. Czy widzisz, jak jest przestraszona? Jest naprawdę wystraszona, bez żartów. Ostatecznie są jedynie dwie rzeczy na świecie: miłość i strach.

Porzucam me rozważania w tym momencie, nieuporządkowane, i skupiam się to na jednej, to na drugiej sprawie, powracając raz po raz do wcześniejszych tematów. Czynię tak dlatego, gdyż myślę, że jest to sposób na uchwycenie tego, o czym mówię. Jeśli nie dotrę do ciebie za pierwszym razem, może uda mi się za drugim, a to, co nie docierało do jednej osoby, może dotrze do drugiej. Omawiam rozmaite sprawy. Choć tak naprawdę mówię o jednej. Nazywa się przebudzenie, nazywa się miłość, duchowość, wolność, świadomość czy jakoś tam jeszcze. Naprawdę idzie tu o tę samą rzecz.”

Anthony de Mello SJ

 

Jak reagować

Gdybym była swoim dzieckiem – jak chciałabym, aby zareagowali moi rodzice? Prawdopodobnie to będzie właściwa odpowiedź”.

Są takie sytuacje w życiu rodzica, kiedy nie ma on kompletnie pojęcia, jak powinien się zachować w stosunku do własnego dziecka – jak postąpić, co powiedzieć, w jaki sposób zareagować.

Najczęściej pomysły na poradzenie sobie pojawiają się później – gdy opadną emocje, gdy nabierze się odrobinę dystansu do tego, co zaszło. Bywa, że ganimy wtedy samych siebie za pochopność w działaniu – „niepotrzebnie to powiedziałem”, “szkoda, że tak gwałtownie zareagowałam”. A jeśli nie ganimy, to może roztrząsamy: powinienem ukarać? Pozwolić czy zabronić? Zgodzić się, czy jednak nie?

Czy możemy w jakiś sposób ułatwić sobie takie działanie w trudnych sytuacjach, które pozwoli poczuć się komfortowo i nam, i dziecku?
Pomocne może być:

1. Bycie autentycznym i odpowiedzialnym

Zgadzam się, jeśli chcę się zgodzić. Kiedy dziecko chce zasnąć w moim łóżku, a mi zależy na wolnym wieczorze – wiem, że przystając na tę prośbę odpowiem na swoją potrzebę i potrzebę dziecka. Nie ma sensu zastanawiać się – a co, jeśli się nauczy i jutro też będzie chciało tak zasnąć? Tu i teraz takie rozwiązanie jest nam obojgu na rękę, jutro może będę miała więcej siły, energii i czasu, by zająć się tym w inny sposób. Działając dla jakiejś sztywnej zasady („dzieci zasypiają w swoich łóżkach”) nie buduję wcale poczucia bezpieczeństwa (zwykło się uważać, że sztywne reguły i bezwzględna przewidywalność je zapewniają), a jedynie poczucie, że nadrzędną wartością w życiu są zasady – choćby nie wiem jak niekorzystne okazywały się w danej chwili. Jeśli chcę się zgodzić, ale nie zgadzam się ze względu na jakieś abstrakcyjne zasady – jestem niespójna (robię coś innego, niż tak naprawdę myślę). Jest to dezorientujące dla dziecka, które czuje doskonale moje obie motywacje. Czyni mnie to też mniej skuteczną
(„w zasadzie chciałabym, ale sama nie wiem…”).

Nie zgadzam się, jeśli zgodzić się nie mogę. Biorę przy tym pod uwagę potrzeby nie tylko swoje, ale i te dziecięce – jak również potrzeby innych członków rodziny czy osób
z otoczenia. Staram się nie działać z automatu, tylko rozpatrywać sytuację tu i teraz.

Jakakolwiek nie byłaby decyzja, którą podejmę, jest to moja decyzja i tylko ja jestem za nią odpowiedzialna. Jeśli zatem dziecko upiera się, by zabrać ze sobą na zakupy wózek z lalką, a ja wiem doskonale, że w połowie drogi odechce mu się go prowadzić i będę musiała wracać z zakupami i lalczynym wózeczkiem – przewidując rozwój wypadków podejmuję decyzję w zgodzie ze sobą i w gotowości do przyjęcia konsekwencji tej decyzji. Niezgodzenie się może oznaczać płacz lub złość dziecka.
Moją odpowiedzialnością jest przyjęcie tej frustracji – dziecko ma prawo być niezadowolone, ja mam prawo odmawiać. Zgodzenie się prawdopodobnie skończy się według przewidywalnego scenariusza. Ja obładowana zakupami i dziecko, które już nie ma siły pchać wózeczka. Czy mam siłę na taką konfrontację? Czy dziecko jest na tyle duże, że może zrozumieć konsekwencje tej sytuacji i tachać wózek mimo zmęczenia? Czy może zrozumieć, gdy mu ją wytłumaczę? Odpowiedzialność za decyzję sprowadza się do przyjęcia jej skutków. Dziecko nie chce prowadzić wózeczka, i wiem, że nie da rady – biorę go sama bez oskarżania i pretensji („mówiłam ci, ale ty mnie nigdy nie słuchasz! wiedziałam, że tak to się skończy”).
Dziecko nie chce prowadzić, lecz podejrzewam, że może to zrobić pomimo zmęczenia – opisuję sytuację („chętnie bym ci pomogła, mam jednak ręce zajęte zakupami. Może pościgamy się, kto pierwszy do domu?”). Wobec protestu dziecka unikam oskarżania – zgodziłam się przewidując konsekwencje, oto i one. Pozostaje nam dotrzeć do domu i rozważyć sumiennie następnym razem, czy to faktycznie jest dobry pomysł.

2. Postawienie się w sytuacji dziecka

Searsowie przekonują „Gdybym była swoim dzieckiem – jak chciałabym, aby zareagowali moi rodzice? Prawdopodobnie to będzie właściwa odpowiedź”.
Pewnie, jasne – dziecko chciałoby, abym się po prostu zgodziła na to, co ono proponuje.

Jeśli jednak nie chcę się zgodzić, w jaki sposób dziecko chciałoby być o tym poinformowane? Usłyszeć twarde i stanowcze „nie, bo nie”, czy może raczej przekonać się, że jego potrzeby zostały wzięte pod uwagę, a rodzic jest wrażliwy na to, co ono przeżywa w związku z odmową i jest gotowy poszukać rozwiązań na przyszłość? („Wiem, że bardzo chciałabyś wziąć wózek teraz, gdy idziemy na zakupy. Obawiam się, że będzie nam z nim niewygodnie. Może wyjdziemy na specjalny spacer z wózeczkiem po południu?”). Czy jeśli dziecko okazuje swoje niezadowolenie z decyzji podjętej przez rodzica, chciałoby usłyszeć „przestań tak się zachowywać, to nie jest takie ważne”, czy raczej „zdenerwowałaś się, bo bardzo ci na tym zależało”? A może nawet nie chciałoby usłyszeć nic, tylko zostać zaakceptowane razem z emocjami, które przeżywa?
Takie postawienie sprawy często pomaga znaleźć odpowiedź na pytanie „jak powinienem się zachować?”.

3. Wyobrażenie sobie, że dziecko to dorosła osoba, na której zdaniu mi zależy

Oczywiście nie chodzi o zakres odpowiedzialności przypisywany dziecku i dorosłemu – a raczej o styl komunikacji.
Jeśli dziecko odmawia mojej prośbie – np. pomocy przy obiedzie, często moim odruchem jest skorygowanie go. Napomnienie, że wszyscy jesteśmy rodziną i pracujemy na wspólne dobro czy nam się to podoba, czy nie. Albo ostrzejsze ponowienie „prośby”. Gdyby odmówił mi ktoś dorosły, z kim jestem w ciepłej,  bliskiej i pełnej wzajemnego szacunku relacji, jaka byłaby wówczas moja reakcja? Uznanie, że ma coś ważniejszego do zrobienia w tej chwili i nie może mi pomóc właśnie dlatego, a nie ze złej woli? Ponowienie prośby z uzasadnieniem, dlaczego to takie dla mnie ważne? Uszanowanie odmowy – nawet z lekkim zdziwieniem, ale jednak uszanowanie?
Nie mam złotej recepty na wszystkie sytuacje, które nam się na co dzień przytrafiają. Jestem jednak przekonana, że takie podejście może pomóc uniknąć wielu rozterek i konfliktów, wyrzutów sumienia i wątpliwości.

źródło: http://dziecisawazne.pl/trudne-sytuacje-w-relacji-z-dzieckiem/

Dziecka przede wszystkim nie należy wychowywać!

Nie ucz drzewa jak ma rosnąć. Daj mu słońce, wodę, ziemię i powietrze. I tak samo jest z dzieckiem – daj mu warunki, inspiruj je, pokazuj mu świat, książki, inność, różnorodność. Baw się z nim.

Świetny wywiad z Maciejem Bennewiczem. Mądry i tak oczywisty!

poniżej ciekawsze fragmenty. całość: http://m.interia.pl/mamdziecko/news,nId,967422,nPack,1

Dziecko musi wiedzieć, że są granice wyznaczane przez wartości, poczucie bezpieczeństwa, przez normy przyjęte w danej kulturze. Jeśli tych granic nie ma, jeśli dziecko nie poznaje lęku i bólu, to nie może w sobie zbudować empatii. Tylko dzięki temu, że samo się sparzy, jest w stanie zrozumieć, że kogoś innego to oparzenie też może zaboleć. Przeżywając swój ból i lęk reaguje na ból i lęk innych osób.

Dziecko musi się nauczyć radzić sobie z różnymi trudnymi sytuacjami, takimi jak niebezpieczeństwo, zagrożenie, wstyd czy presja. Musi nabyć własnych doświadczeń, zdolności, umiejętności radzenia sobie w życiu.

W  kształtowaniu szczęśliwego dziecka ważne jest, by od pierwszych chwil zapraszać je do szukania, do eksplorowania. Budzić ciekawość, ale także pokazywać różne podejścia: w naszym domu, w naszej rodzinie i naszym systemie wartości robimy coś tak, ale inni robią to w inny sposób, są też inne możliwości.

Poza tym powinniśmy zawsze stać murem za dzieckiem wobec szkoły, środowiska rówieśników, które może dziecko wyprasować, zniszczyć i rozjechać walcem. Dziecko poddane presji rówieśników, ocen, szkoły, rywalizacji i mody, które jeszcze „dostaje strzały” od swoich rodziców, jest kompletnie osamotnione…

Z dzieckiem należy rozmawiać wprost. Trzeba dziecku mówić prawdę. Prawda jest najmniej kosztowna i najbardziej ekologiczna. Mówić prawdę to nie znaczy mówić wszystko, bo niektóre rzeczy warto przemilczeć. Przemilczenie nie jest kłamstwem. Można odsłaniać prawdę kawałkami, ale mówić prawdę. Dla każdej sytuacji prawda jest najlepsza.

Jeśli przyjmiesz taktykę mówienia prawdy wobec dzieci, to jest wszystko w porządku, to możesz przyznać się, że czegoś nie wiesz, że się w jakiejś kwestii pomyliłeś, że coś sprawdzisz, że dane pytanie jest kłopotliwe, że się zastanowisz, że teraz dziecko cię zagięło. Grunt, żeby wszystkie odpowiedzi były prawdziwe.

Stawiaj granice, bo to jest dziecku potrzebne. Ale granice ekologii – czyli nie rób drugiemu, co tobie niemiłe – i granice bezpieczeństwa. To wystarczy. Nie granice „bo ja tak sobie wymyśliłem”, tylko granice zdrowego rozsądku, bezpieczeństwa i ekologii – zobacz, twoje zachowanie, lub brak reakcji wpływa na innych. Moje zachowanie wpływa i twoje również. My na siebie wpływamy. Dziecka nie należy wychowywać, więc i nie należy karać i nagradzać. Zamiast tego powinniśmy uruchamiać w nim „flow”, gdyż wtedy dziecko się naprawdę motywuje (flow jest stanem psychicznym, który możemy osiągnąć podczas wykonywania jakiejś czynności, gdzie osoba w pełni angażuje się w to co robi i odczuwa z tego ogromną przyjemność, jest całkowicie pochłonięta działaniem- przyp. red.).

Z badań wiemy, że kary nie działają, bo budzą tylko chwilowy opór i lęk. Działają jak resor – tak długo, jak jest nacisk, wywierana presja, tak długo ktoś słucha. Można nawet zabić osobowość dziecka poprzez nieustanne karanie, robiąc z niego niewolnika.

 Najsilniejszą formą gratyfikacji jest gratyfikacja przez „flow” – przez talent, radość, zabawę. Budowanie od małego u dziecka postawy, że gratyfikacją jest „ta właśnie chwila”, daje pewność, że gratyfikujące będzie też dla niego i jutro. Jeśli dziś lubisz to, co robisz, masz z tego radość, to możesz być pewna, że jutro też tak będzie, bo masz poczucie pełni. Ważne jest zachęcanie dziecka do autogratyfikacji – uczenie go, że potrafi być coraz silniejszym kreatorem własnej satysfakcji.

W rodzicielstwie ważne jest umieć stworzyć swój świat, który jest atrakcyjny dla dziecka, do którego będzie chciało przynależeć. Dlatego, że jestem fajną osobą, że dobrze się ze mną spędza czas, że potrafię wszystkie sytuacje przemienić w zabawę, jestem rodzicem kreatywnym.

Ile razy słyszę: „Nie będę lepić z dzieckiem pierogów, bo nabrudzi”. To niech rozsypie tę mąkę, niech lepi, co chce – posprzątacie. Grunt, żeby nie oczekiwać od 4-klatka, że ulepi równiutkie pierogi, niech się pobawi mąką. Za dwa lata jako 6-latek z pewnością będzie dzieckiem, które lepi równe pierogi, a na dodatek, uwielbia to robić. Zaproś dziecko do swojego świata i pokaż, że to jest fajny świat.

Najważniejsze jest byśmy, jako rodzice, tworzyli świat, do którego dziecko będzie chciało przynależeć, bo dzięki temu za jakiś czas dziecko będzie tworzyć swój świat, do którego zaprosi i ciebie i inni będą chcieli do niego wejść. A to zagwarantuje dziecku sukces.

jak było w przedszkolu?

Hmm, sama łapię się na tym, że pytam moje córki: jak było w przedszkolu. Zawsze dostaję taką samą odpowiedź – fajnie. Ostatnio, gdy odbierałam dziewczyny z przedszkola usłyszałam  ich rozmowę (od tygodnia są w różnych grupach i cały dzień się nie widzą)
Gabi: – Kasiu, a byliście dziś na kostce?
Kasia: – nie, byliśmy w lesie.
Gabi: – a ha, bo my byliśmy na kostce.
Kasia: – rysowaliście kredą?
Gabi: – tak, a Ty znalazłaś jakieś grzyby?
Kasia: – no, dwa (z uśmiechem na buzi)
Gabi: – dziś robiliśmy krokodyla, wiesz, robiliście krokodyla?
Kasia: – nie dziś robiliśmy wyklejanki, zrobiłam ciebie.
Gabi: – fajnie, ja malowałam krokodyla.
i tak dalej… pytania o ziemniaki w zupie i takie tam 🙂

Po raz kolejny potwierdziło się moje przekonanie, że od dzieci należy się uczyć 🙂

Oto lista atrakcyjniejszych pytań o szkołę/przedszkole, na które odpowiedź nie będzie już taka oczywista. Dzięki nim można poznać  spostrzeżenia dziecka, jego myśli i uczucia na temat szkoły czy przedszkola.

20 pytań o to, jak minął dzień w szkole

  1. Co było najlepszą rzeczą, która zdarzyła się dzisiaj w szkole? (Co było najgorszą rzeczą, która stała się dzisiaj w szkole?)
  2. Powiedz mi, z czego się dziś śmiałeś/-aś?
  3. Gdzie jest najfajniejsze miejsce w szkole?
  4. Powiedz mi, jakie dziwne słowo dziś usłyszałeś/-aś?
  5. Obok kogo siedziałeś/-aś podczas obiadu?
  6. W jaki sposób pomogłeś/-aś dzisiaj komuś?
  7. Wymień jedną rzecz, jakiej nauczyłeś/-aś się dzisiaj, a jakiej nie znałeś wczoraj?
  8. W którym momencie w szkole byłeś/-aś dziś najszczęśliwszy/-a?
  9. W którym momencie w szkole dzisiaj się nudziłeś/-aś?
  10. Z kim chciałeś/-aś się dzisiaj bawić na przerwie, a nie miałeś/-aś okazji?
  11. Opowiedz mi o czymś dobrym, co się dziś wydarzyło.
  12. Co możesz zrobić, by dowiedzieć się jak najwięcej podczas lekcji?
  13. Jakie jest najlepsze miejsce na zabawę podczas przerwy?
  14. Kto jest najzabawniejszą osobą w twojej klasie? Dlaczego jest taki/-a zabawny/-a?
  15. Jaki element obiadu smakował ci najbardziej?
  16. Jakbyś jutro mógł na jeden dzień stać się nauczycielem, co byś zrobił/-a?
  17. Jeśli mógłbyś zamienić się miejscami z kimś w klasie, to z kim? Dlaczego?
  18. Powiedz mi o trzech różnych sytuacjach, w których użyłeś/-aś dzisiaj w szkole ołówka.
  19. Jeśli do klasy przyleciałby statek kosmiczny, kogo chciałbyś/-abyś, aby zabrał? Dlaczego?
  20. Jeśli grałaby w szkole muzyka, jaką piosenkę byś wybrał/-aźródło:http://dziecisawazne.pl/