Pipi i burczący brzuch

To był jeden z tych dni, kiedy jedyne na co mamy ochotę, to cały dzień chodzić w piżamie. Na zewnątrz wiało, a szare chmury na dobre zasłoniły ciepłe słońce. Pipi otworzyła jedno oko, później drugie i natychmiast je zamknęła. Nie miała ochoty wstawać. Postanowiła zostać w łóżku.
– mamo, nie idę dziś do szkoły! Zawołała i nakryła głowę kołdrą.

Ze swojego ciepłego schronienia słyszała krzątających się rodziców i swoje rodzeństwo. Słyszała też swój burczący brzuch, który namolnie przypominał, że czas coś zjeść. Postanowiła go jednak ignorować, ale ten nie dawał za wygraną. Burczał jak szalony wydając przedziwne dźwięki.
– No już dobra, pomyślała Pipi, już wstaję. Co za złośliwa część ciała. Tylko burczy i burczy, a jak nie burczy to boli.

No właśnie. Brzuch Pipi albo burczał, albo bolał. A bolał ją najczęściej w szkole… No właśnie szkoła. To przez szkołę Pipi marzyła żeby nie wychodzić spod kołdry. A raczej nie przez szkołę, a przez dzieciaki. No dobra nie przez wszystkie dzieciaki, przez dwie koleżanki z klasy.
Dokuczały Pipi ponieważ była nowa, a do tego wyglądała trochę inaczej i lubiła grać w piłkę, jak chłopcy. A przecież dziewczyny nie grają w piłkę. Ale zacznijmy od początku.
Pipi jest myszką. Myszką wyjątkową. Jest prawie cała biała, a za lewym uchem ma różową plamkę. Wygląda tak od zawsze. Odkąd pamięta. Mama, tata i jej trzynaście sióstr mają futerko szaro brązowe, w kolorze jesiennej łąki. W całej rodzinie tylko ona ma białe futerko. Tylko ona ma różową plamkę. Podobnie w szkole. Co prawda w szkole jest jeszcze kilka białych myszek, ale plamkę za uchem ma tylko ona.

Dwie myszki z klasy Pipi opowiedziały wszystkim, że tym różowym można się zarazić. Poradziły, żeby nikt nie bawił się z Pipi, bo ta plamka, to na pewno coś niebezpiecznego.
Po pierwszym dniu w szkole Pipi długo płakała. Nie rozumiała co się wydarzyło. Dlaczego ktoś nie lubi jej tylko dlatego, że wygląda inaczej. Przecież wszyscy się różnimy. Każdy z nas jest inny. Nie ma dwóch takich samych myszek.  Drugiego dnia w szkole patrzyli na nią jakoś tak dziwnie i nikt nie chciał usiąść z nią w ławce. Trzeciego, czwartego i piątego dnia było tylko gorzej.  Pipi przestała lubić szkołę. Na szczęście miała coś, co kochała ponad wszystko. Piłkę nożną. Uwielbiała w nią grać. W drużynie była jedyną dziewczyną i nikomu to nie przeszkadzało. Na boisku nie miało to znaczenia. Tam liczyła się tylko gra i praca zespołowa. Jak wiadomo, meczu nikt nie wygra w pojedynkę.
Wydawało się, że w szkole nie może już być gorzej, niestety, gdy koleżanki z klasy dowiedziały się, że Pipi woli kopać piłkę niż bawić się w księżniczki, Pipi stała się bardziej samotna niż kiedykolwiek. To właśnie wtedy, na myśl o szkole zaczął boleć ją brzuszek. Pipi próbowała zaprzyjaźnić się z innymi myszkami, niestety ciągle słyszała tylko: idź stąd, nie wtrącaj się, to nie twoja sprawa…
Każdego dnia, gdy wracała ze szkoły była bardzo smutna. Zastanawiała się dlaczego dzieci jej nie lubią. Jest nowa, ma inny kolor futerka i lubi spędzać czas inaczej niż większość, ale to chyba nie jest powód, żeby kogoś odpychać od siebie.

Wróćmy jednak to tego szarego poranka, kiedy to Pipi postanowiła nie wychodzić spod kołdry, ale jej podstępny burczący brzuch zdecydował inaczej. Pipi podeszła do stołu łapka za łapką, ze smutną miną i opuszczonymi na boki uszami. Usiadła na krześle i westchnęła głośno. Siostry próbowały ją pocieszyć, ale niestety Pipi była zbyt smutna. Wiedziała, że gdy tylko pójdzie do szkoły, wszystko zacznie się od nowa.
– kochanie, mam pomysł, dziś zrobimy sobie wolne. Pójdziemy na spacer, odpoczniemy, co ty na to? Zapytała mama.
– no dobra, powiedziała Pipi choć nie miała ochoty ani na spacer, ani na nic. Chciała wrócić pod kołdrę. I tak też zrobiła.
Mama zrezygnowała ze spaceru i z kubkiem kakao wślizgnęła się pod kołdrę do Pipi.
– widzę kochanie, że jest ci smutno. Wiem, że koleżanki w szkole są dla ciebie okropne i najchętniej dałabym im pstryczka w nos.

Pipi na myśl o pstryczku uśmiechnęła się. Pomyślała, że to byłoby coś. Taki pstryczek w nos. Opowiedziała mamie co dziewczyny robią, co mówią i że nie pójdzie już nigdy do szkoły.

– Bąbelku, powiedziała mama przytulając Pipi. Myszki, nie tylko dzieciaki w szkole, także te dorosłe, boją się inności. Gdy ktoś wygląda, mówi, albo robi coś inaczej sprawia, że czujemy się niepewnie. No bo jak to? Wszystko było poukładane, a tu raptem przychodzi ktoś i pokazuje, że można mieć inny kolor futerka i lubić inne zabawy. To wydaje się groźne, bo jest inne i nieznane. Myszki często zapominają, że w oczach drugiej osoby też wyglądają inaczej. Pamiętaj ty jesteś wyjątkowa i jeżeli komuś ta wyjątkowość przeszkadza, to znaczy, że jest przestraszony i może trzeba dodać mu odwagi, żeby przestał się bać.
Myszka trochę rozumiała i trochę nie rozumiała co mama jej powiedziała. Pokręcone to było bardzo. Tak czy inaczej, dzień pod kołdrą był bardzo miły i następnego dnia Pipi poszła do szkoły w trochę lepszym humorze.  Podczas jednej z przerw zobaczyła, że myszka z jej klasy siedzi na podłodze i płacze. Podeszła do niej i zapytała, czy może jej jakoś pomóc. Okazało się, że dziewczynka zgubiła śniadaniówkę i jest bardzo zdenerwowana. Pipi zaproponowała, że mogą poszukać jej razem. Wcześniej jednak dała jej jedną ze swoich kanapek, bo przecież wiadomo, że lepiej szukać z pełnym brzuszkiem. Śniadaniówka została odnaleziona bardzo szybko, ukryła się za dużą poduchą, która służyła myszkom jako fotel. Pipi spędziła cały dzień z Mimi – koleżanką z klasy. Okazało się, że mimo wielu różnic, śmieszą je te same żarty i lubią ten sam smak lodów i tą samą postać z tej samej książki. Mimi, podobnie jak Pipi lubiła kakao i też miała trzynaście sióstr. Dziewczynki nie mogły uwierzyć, że tak wiele je łączy. Nagle futerko Pipi przestało mieć znaczenie. Za oknem wyszło słońce i zrobiło się niesamowicie miło i ciepło. Tego dnia wydarzyło się dużo więcej niż zgubiona i znaleziona śniadaniówka. Pipi poznała Mimi, polubiła szkołę, a brzuch zajął się tylko przypominaniem od jedzeniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kształcik

IMG_5435Zima w tym roku wcale nie wyglądała jak zima. Zimą powinien być śnieg. A śniegu nie było. Dziewczynka codziennie rano wyglądała przez okno, w nadziei, że podczas gdy spała, wydarzyło się coś niezwykłego i na zewnątrz zrobiło się biało. Niestety. Każdy poranek wyglądał tak samo. Zamiast śniegu widziała tylko szare smutne drzewa. Wszędzie było błoto i wielkie kałuże, co nie było takie bardzo złe, bo połączenie błota i kałuż zawsze brzmi zachęcająco, ale gdy wieje zimny wiatr, zabawa staje się mniej przyjemna.

Dziewczynka odliczała dni do ferii, do wyjazdu w góry. Wierzyła, że w górach zawsze jest śnieg. Nawet latem. Jednak, jak się okazało, tej zimy, w górach nie było śniegu. Smutek i rozczarowanie dziewczynki były tak duże, że gdyby się rozciągnęły, to sięgnęły by ze Szczyrku aż do Świnoujścia. Z łezkami pod powiekami dziewczynka zasnęła. Następnego poranka nie pobiegła do okna by sprawdzić czy pada śnieg. Straciła nadzieję. I gdy właśnie postanowiła, że przez cały wyjazd nie wyjdzie spod kołdry, zawołała ją starsza siostra:

– chodź tu szybko, chodź, zobacz, pada śnieg!
– nie wierzę ci
– naprawdę, pada, takie wielkie grube płatki, wszędzie jest biało!

Faktycznie, świat podczas jednej nocy zmienił się nie do poznania. Niebo otworzyło się i wysypało ogromną ilość białego puchu, który otulił drzewa, samochody, dachy domów, pobliskie góry i czapki przechodniów.
Dziewczynki ubrały się tak szybko, jak nigdy dotąd i gotowe pośpieszały rodziców, by jak najprędzej znaleźć się na stoku i przypiąć upragnione narty.

Płatki śniegu przemierzają długą drogę zanim trafią na ziemię. Swoją podróż zaczynają hen wysoko, gdzieś pod niebem. Każdy płatek jest inny i choć to wydaje się tak bardzo nieprawdopodobne, to naprawdę nie ma dwóch identycznych płatków śniegu. Każdy jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, każdy jest piękny i wspaniały. Podczas lotu płatki śniegu tańczą, śpiewają i rozmawiają ze sobą. Bawią się. Są radosne, czasem smutne, czasem bardzo zdenerwowane. Ich podróż na ziemię to wielka przygoda, która dla płatków trwa bardzo długo. Dla nas to tylko chwila, dla nich cała wieczność. Gdy płatki docierają na ziemię stają się śniegiem. Zasypiają. Czasem zostają zbudzone jako kulka w zabawie w śnieżki, jako bałwan lub iglo budowane przez dzieci na podwórku. Gdy ktoś zobaczy w śniegu coś wyjątkowego, płatki budzą się.

Dziewczynka zafascynowana ilością bieli dookoła zjeżdżała ze stoku na nartach.
I zapewne byłoby widać jej szeroki uśmiech, gdyby nie kominiarka, która zakrywała jej całą buzię. Śnieg skrzypiał pod nartami, było fantastycznie. W pewnym momencie dziewczynka zatrzymała się. Na białej powierzchni dostrzegła śnieg, który uformował się w coś, co trochę przypominało kulkę.

– Ooo, Kształcik. Powiedziała podnosząc to ziemi i pojechała dalej. Gdy dogoniła rodziców i siostrę przedstawiła im nowego przyjaciela.
– to jest Kształcik, leżał tam na stoku, zupełnie sam. Od teraz będziemy jeździć razem.

Gdy dziewczynka wypowiedziała słowa: to jest Kształcik, uśpione płatki śniegu obudziły się. Nadanie imienia ma w sobie coś z magii. Rzecz bez imienia wydaje się nie istnieć. Ta, która zostanie nazwana, staje się wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, zaczyna być.

Kształcik rozejrzał się. Wszystko co widział, było nowe. Dziewczynka trzymała go w dłoniach otulonych rękawiczkami i mówiła:
– popatrz Kształciku, tam jest skocznia, a tam wyciąg, zobacz, a tu jeżdżą ludzie na nartach. Zobacz, to jest mama, to mój tata i moja siostra. Przywitajcie się z Kształcikiem.

-Cześć Kształcik, odpowiedzieli wszyscy radośnie.

Kształcik troszkę się bał. Wszystko było takie nowe, nieznane. Przyzwyczaił się do bycia śniegiem. Do pięknych snów, jakie śnił. Był przekonany, że tak jak zawsze, gdy nadejdzie wiosna stanie się wodą, która wyparuje by ponownie zimą powrócić jako płatek śniegu. A tu taka niespodzianka. I jeszcze te dziecięce dłonie. Czy oby na pewno nie ścisnął go zbyt mocno, czy nie spadnie z wyciągu, czy nie zostanie zgubiony na stoku? Teraz, gdy ma już imię nie chciałby zostać zgubiony, a z drugiej strony tęsknił do bycia zwyczajnym śniegiem. Kształcik zamknął oczy. Za dużo się działo, jak na małą kulkę śniegu.

-Kształciku, ja się tobą zaopiekuję. Nie musisz się martwić. Wiem, że to dla ciebie stresujące. Za chwilę zjedziemy razem na nartach. Zobaczysz jakie to wspaniałe. Schowam cię do kieszeni. Trzymaj się mocno. – powiedziała dziewczynka i ruszyła w dół.

Kształcik początkowo ukrył się w najdalszym rogu kieszeni, jednak już po chwili, odważył się ociupinkę wyjrzeć i wtedy poczuł wiatr i mróz, coś co bardzo lubił. Zobaczył drzewa, góry, innych ludzi i wesołe płatki śniegu lecące z nieba. Wspiął się wyżej i poczuł się jakby latał. Poczuł się szczęśliwy. Przypomniał sobie o strachu i obawach przed nowym, o tym, co czuł jeszcze tak niedawno. Znane rzeczy są dobre i sprawiają, że czujemy się bezpieczne. Jednak, gdy damy szansę też i tym nowym, może się okazać, że i one staną się znane.

Ferie mijały szybciej niż chciały tego dzieci. Zawsze tak jest. Gdy miło spędzamy czas, leci on jak szalony, nie wiadomo kiedy, a gdy chcemy, żeby przyspieszył on zwalnia. Codzienne narty, wycieczki po górach, lepienie bałwana wypełniały wspaniale czas. Kształcik odkrył z dziewczynkami rzeczy i miejsca, o których nie miał pojęcia. Noce spędzał w zielonym pojemniku w zamrażarce. Było tam cicho i spokojnie. Lubił ten czas, gdy mógł raz jeszcze pomyśleć o tym, co się wydarzyło danego dnia.

Podróż do domu dzieci była stresująca. Był przekonany, że skończy jako kałuża wody w pojemniku. Dziewczynka też się tego obawiała, dlatego odpowiednio zadbała o to, by Kształcik całą drogę miał właściwą temperaturę. Wiedziała, że gdy nada się komuś imię, gdy się go oswoi, trzeba o niego dbać i troszczyć się.

W domu, gdzieś pomiędzy górami, a morzem, zamieszkał Kształcik w szufladce zamrażarki. Ma tam tak zimno i cicho jak lubi. Czasem ma gości. Dziewczynka razem ze starszą siostrą zagląda i sprawdza czy wszystko u niego jest tak, jak być powinno. Gdy na zewnątrz jest bezpiecznie, wychodzą na spacer i razem poznają nowe rzeczy. Tak właśnie Kształcik poznał dwa psie nosy. Mimo że przeżył więcej przygód niż nie jeden śnieg, to jest przekonany, że to dopiero początek wielkiej przygody jaka czeka małą kulkę o imieniu Kształcik.

Bajka o Pająku Stefanie

Mały Stefan przyszedł na świat na wysokim drzewie. Gdy otworzył oczy po raz pierwszy, zobaczył coś niebieskiego, coś olbrzymiego, coś niesamowicie pięknego. Patrzył i patrzył i oczu oderwać nie mógł.

– to morze, synku. Usłyszał ciepły głos, który odciągnął go na moment od wpatrywania się w niebieskie. – mooorze, powtórzył Pająk Stefan i zasnął wtulony w mamę.

14152117_1144057928965747_1418763055_o

Czas płynął, a Stefan rósł jak na drożdżach, a raczej muchach i komarach. Rodzice uczyli go jak budować sieć, jak zdobywać pożywienie, jak unikać niebezpieczeństw. Stefan uczył się pilnie, jednak jego myśli cały czas uciekały w stronę morza. Mały Stefan marzył o dalekich podróżach, o żeglowaniu, o wietrze i słońcu. Koledzy z sąsiednich sieci dokuczali mu. Mówili, że to głupie i niemożliwe. Że jeszcze, żaden pająk nie został podróżnikiem i takie tam inne przykre rzeczy. Stefanowi było smutno i przez chwilę przestał wierzyć, że kiedykolwiek zrealizuje marzenia.

Pewnego dnia, gdy siedział smutny na gałęzi starego dębu i wpatrywał się w wypływające jachty, przyszli do niego rodzice. Przytulili go mocno i powiedzieli, że nie wolno mu przestać marzyć, że jeżeli się czegoś bardzo pragnie, to trzeba robić wszystko, żeby stało się to możliwe. Stefan uśmiechnął się pod małym noskiem, a w jego oczach znowu pojawiła się radość.

W pewien ciepły wiosenny poranek, Pająk Stefan, co żeglarzem chciał być, wyruszył w swoją wymarzoną podróż. Zamieszkał między dwiema stalowymi linkami na rufie jachtu. Dni spędzał w ukryciu, wieczorem starannie zaplatał swoją sieć. Bo jak wiadomo, to dla pająków bardzo ważne. Mijały dni i nic się nie działo. Kompletnie nic. Zastanawiał się Stefan, czy oby na pewno dobry jacht wybrał, bo ten jakoś nie za bardzo był skory do żeglowania.

Obudziło go bujanie i wiatr. Wyjrzał nieśmiało ze swojego bloczka, w którym urządził sobie zupełnie przytulne mieszkanie i o mało nie wypadł, gdy zobaczył… No właśnie, gdy zobaczył morze, ale nie kawałek, nie skrawek, jak dotychczas. Otaczało go niebieskie, było dosłownie wszędzie. Niebo łączyło się z wodą, a woda z niebem. Stefanowi zakręciło się w głowie od tego szczęścia no i może trochę też od bujania.

Wieczorem, gdy jak co dzień zaplatał swoją sieć, zobaczył dwie dziewczynki. Wiedział co się teraz stanie. Zaczną krzyczeć, że pająk, że się boją, że się brzydzą i wiele innych niemiłych słów. Nie rozumiał dlaczego ktoś miałby się go brzydzić. Przecież go nie znają. Nic o nim nie wiedzą. Jestem odrażający tylko dlatego, że ma osiem nóg, że wyglądam trochę inaczej niż biedronka? Zrobiło się mu smutno, zaraz  jednak przypomniał sobie słowa rodziców. Wiedział, że musi się szybko ukryć, bo zaraz pojawi się dorosły, który będzie chciał go wyrzucić z jachtu, a on nie zamierzał tak łatwo się poddawać. Nie po tym, jak zobaczył to, o czym od zawsze marzył.  Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy zamiast krzyków usłyszał słowa małej dziewczynki :

-mamo! Pająk. Skąd on się tu wziął? Może płynąć z nami?

Mama się zgodziła i tak oto Pająk Stefan został pełnoprawnym załogantem, któremu nikt nie przeszkadzał w zwiedzaniu świata. Gdy rejs dobiegł końca, Stefan usiadł na swojej sieci i zaczął wspominać. Wspominał ten dzień, gdy dopłynęli do miejsca, gdzie ludzie mówili w obcym języku i ten gdzie nie wychylił nosa z domu przez dwa dni, bo gdy tylko to zrobił, rozwiewało mu nogi na wszystkie strony świata. Myślał o chwili, kiedy dzieci karmiły łabędzie i o tym, jak skrupulatnie rysowały wszystko to, co zobaczyły. I wspominał tą chwilę, gdy na rysunku pojawił się i on. Uśmiechnięty w kapitańskiej czapce. Zawsze o takiej marzył, ale nie szyją ich dla pająków. Niestety. Wspominał piosenki śpiewane przez całą rodzinę i śmiech jaki wypełniał jacht. Przypominał sobie wzgórza i klify, które mijali i latarnię morską, która świeciła tak mocno, że musiał całą noc mrużyć oczy.
Był szczęśliwy. Został pierwszym pająkiem żeglarzem. Jego marzenie spełniło się.  Gdy tego dnia kładł się spać, nie wiedział, że to jeszcze nie koniec jego żeglarskich przygód, że najbardziej niesamowite rzeczy są jeszcze przed nim.

14191816_1144218595616347_1773803955_o