Covidowe dary


Mój dzień przed covidem zaczynał się przed 6 rano. Orzeźwiający spacer z psami, później już tylko wyścig z czasem. Bieg do szkoły, do pracy, po dzieci do szkoły, na basen, na pianino, na takewondo.

Do domu docieraliśmy na tyle późno, że już nikomu nic się nie chciało. Zmęczeczeni i przytłoczeni odczuwalnym brakiem czasu, powarkiwaliśmy na siebie, starając się jakoś przetrwać. Do lasu chodziliśmy tylko w weekendy i też nie w każdy, bo przecież jest tyle rzeczy do zobaczenia, zwiedzenia, zrobienia. Biegliśmy w kołowrotku jak chomik, gubiąc wiele ważnych chwili i uczuć. Pory roku mijały szybko, bez refleksji, niezauważalnie. Wyczekiwałam ferii i wakacji, aby mieć czas na moje dzieci, aby mieć czas na las, aby mieć czas dostrzegać drobiazgi i zachwycać się nimi. Mieć czas by żyć.

Aż przyszedł marzec i zostaliśmy w domu.

Las stał się naszą codziennością. Każdego dnia oglądaliśmy spektakl jaki przygotowała dla nas wiosna. Pierwszy raz od 11 lat, odkąd mieszkam z lasem za oknem, widziałam przebudzenie żuków leśnych, tych niezwykłych istot, które niczym żeglarz z czasów przeszłych, nawigują za pomocą gwiazd i potrafią wykopać tunel o długości 40 cm. Cudowni sprzątacze lasu. Niezwykle potrzebni, aby w lesie wszystko obywało się tak, jak powinno. Widziałam codziennie zmieniający się las. Czułam jego pulsujące życie. Rozmowy ptaków przenikały głęboko do każdej komórki mojego ciała. Zapach lasu wdzierał się niepostrzeżenie do mojego wnętrza i wypełniał je kawałek po kawałku. Moje dzieci w lesie znajdowały wyciszenie, odganiały narastającą frustrację i niczym w filmie przyrodniczym, oglądały narodziny paproci. Odkryliśmy mieszkańców naszego ogrodu, każdego dnia obserwowaliśmy zmieniającą się łąkę, spędzaliśmy ze sobą czas. Nadal spędzamy. Nadal jesteśmy częścią leśnego spektaklu, który mamy ogromne szczęście podziwiać. Las daje nam wytchnienie. Pozwala spojrzeć na rzeczywistość z perspektywy. Wyrównuje oddech i porządkuje myśli.

Mój dzień w covidzie, często wypełniony jest obezwładniającym lękiem o bliskich. Niepewnością, strachem, złością i bezradnością. Tylko głupiec się nie boi. Covid zweryfikował też wiele rzeczy, ale to, co najważniejsze, zatrzymał kołowrotek. Uwolnił mnie z biegu, w którym nie chciałam biec, który mi nie pasował. Zatrzymałam się i odkryłam, że mogę nie biec.

Poza wieloma rzeczami, które covid zabrał, widzę jak wiele mi dał. Obradował mnie niezwykłymi pięcioma tygodniami z moimi rodzicami i babcią, wieczorami z planszówkami, dziesiątkami kilometrów na rowerach z dziećmi, cotygodniowymi rozmowami z przyjaciółmi, których wcześniej widywałam raz na pół roku. Podarował mi nowe miejsca w lesie i pokazał, że aby wyruszyć w podróż, nie trzeba pokonywać tysięcy kilometrów. Niezwykły świat jest tuż na naszymi drzwiami. Wystarczy, że pozwolimy sobie go dostrzec. Wszystko zależy od nas.

Zapraszam Was na fotograficzną opowieść o lesie w czasach zarazy. Gdzie wszystko jest tak, jak być powinno. Spokojnie, bez pośpiechu. Idealnie.

2 Comments

  1. Mieszkam na wsi, z dala od wszystkiego. I z perspektywy mojej górki, to ten rok więcej mi dał niż zabrał. Dlaczego? Bo inni też chcieli się zatrzymać ze mną lub u mnie. Przysiąść i niespiesznie pić kawę z widokiem na Pogórze Izerskie.

    Polubienie

    1. Wspaniale to słyszeć. Gdy trudnym chwilom nadamy sens, jest łatwiej. Gdy przestajemy walczyć z rzeczywistością, możemy pozwolić sobie na nieśpieszną kawę. Tak trzymaj! Ja też się postaram.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s