Roztocze


O Roztoczu zaczęłam myśleć rok temu w Puszczy Białowieskiej. Podczas śniadania, w leśniczówce u Jasia i Małgosi, starsze małżeństwo opowiadało o nim tak, że wiedziałam, że musimy tam pojechać.

Ruszyliśmy w piątek, zabierając dzieci na wagary. Z planem zapisanym na kartce i wiarą, że uda się nam zrealizować choć część. To mój nowy pomysł na wyjazdy. Planowanie. Nie jestem w tym dobra, można by powiedzieć, że beznadziejna, ale postanowiłam spróbować. Dlaczego? Dobre pytanie.

Tuż po przyjeździe do Zagrody Guciów, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg, okazało się, że nie ma woli i sił na realizację pierwszego punktu. Bukową Górę zamieniliśmy na obiad w karczmie i spacer nad rzekę Wieprz. Na wyjazdach z dziećmi nauczyłam się kompromisów. Nauczyłam się nie czuć żalu z powodu niemożliwości zrealizowania czegoś, co było ważne dla mnie. Nauczyłam się słuchać, czego oczekują dzieci, czego oczekuje mój mąż. Potrafimy znaleźć złoty środek, nikogo do niczego nie zmuszając. I to działa.

Zagroda Guciów. Dom, w którym mieszkaliśmy.

Sobota – Szumy, tak mówiła moja kartka. Tu nastąpił pierwszy zgrzyt, ponieważ na etapie planowania nie sprawdziłam, że to niemal 40 km od Zagrody Guciów. Na szczęście mam wyrozumiałego męża i po lekkim fochu ruszyliśmy ku przygodzie. Według znalezionych w internecie informacji, trasa licząca 17 km zaczyna się przy dworcu PKP Susiec. Ponieważ spacery miasteczkiem nie są tym, co lubimy najbardziej, zaparkowaliśmy samochód przy poczcie, na przeciwko szkoły, skąd mieliśmy już tylko kawałeczek do lasu. Weszliśmy na szlak i zaczęła się magia!

Odcienie zieleni i rzeka Jeleń, wzdłuż której biegnie trasa, sprawiły, że zatrzymywaliśmy się co chwilę, by zachwycać się tym, co widzimy. Dopełnieniem był zapach lasu połączony z bogactwem roślin. Gdy nad głowami zobaczyliśmy żurawie rozmawiające o trasie przelotu i formujące się w klucz, zgodnie uznaliśmy, że jest tu rewelacyjnie. W dolinach Jelenia i Tanwi stwierdzono obecność 40 zespołów roślinnych. Drzewa osiągają tu wysokość do 40 metrów, a ich średnice mogą mieć do 50 cm. Serio, czysta magia. W rzece Jeleń żyje pstrąg potokowy i lipień. W lasach roztoczańskich mieszkają wilki, rysie, jelenie, łosie, wydry, lisy, bobry, sarny, daniele i dziki. Spotkać możemy rzadkiego dzięcioła białogrzbietego i zielonosiwego, a także puszczyka uralskiego, orlika krzykliwego. To miejsce, gdzie żyją żółwie błotne i gniewosze plamiste oraz wiele, wiele innych niezwykłych i wyjątkowych stworzeń.

Wodospad na rzece Jeleń

Przy wodospadzie, który ma 1,5 m wysokości i ponad 9 m szerokości, zdecydowaliśmy, że idziemy dłuższą trasą. Zmieniliśmy szlak z żółtego na niebieski i ruszyliśmy do miejsca o nazwie Kościółek. Po drodze była herbata z termosu, która jest obowiązkowym punktem naszych wypraw i wspinaczka na piaszczystą skarpę, po to by później zejść nią w stronę rzeki. Z każdym krokiem chłonęliśmy miejsce, w którym się znaleźliśmy, czując ogromną wdzięczność, że możemy tu być.

Wiecie, że środowe Roztocze to region najbardziej nasłoneczniony w Polsce, inaczej mówiąc słoneczny Biegun Polski. Niesamowicie czyste powietrze to zasługa olbrzymich kompleksów leśnych i braku przemysłu ciężkiego. Raj na ziemi. Miejsce idealne.
Wspomniany wcześniej Kościółek to dawne grodzisko położone na wysokości 246 m n.p.m., otoczone dwiema rzekami Tanwią i Jeleniem. Najwcześniejsze ślady osadnictwa pochodzą z VIII-IX w., a samo grodzisko datowane jest na XII-XIII w. Prawdopodobnie miejsce to, nie było zamieszkiwane na stałe, a służyło jedynie za schronienie w czasie wrogich najazdów. Z Kościółkiem, zwanym też Zamczyskiem wiąże się legenda, według której stał tu kiedyś zamek, wzniesiony przez Gołdapa. Rycerz ten miał tylko jedną córkę, która słynęła z niebywałej urody – Tanewę. Podczas nieobecności Gołdapa, tatarscy najeźdźcy postanowili ją uprowadzić by zemścić się na walecznym Gołdapie. Pod dowództwem Tanewy broniono zamku dzielnie i skutecznie przez wiele dni. Tatarzy, którzy zdali sobie sprawę z grożącej im porażki, postanowili uciec się do podstępu. Wyłapali zamkowe gołębie, przyczepili im do nóg tlące się huby i wypuścili. Gołębie wróciły na zamek, gdzie nieświadomie wznieciły pożar, którego nie udało się opanować. Tanewa, wiedząc, że Tatarzy wezmą ją do niewoli, wybrała śmierć, skacząc z wysokiej wieży do rzeki. Zrozpaczony Gołdap zburzył zamek i resztę życia spędził w samotni. Od tamtej pory rzeka, w której zginęła dziewczyna nazywana jest Tanewą. Jak to z legendami bywa, nie ma dowodów, na prawdziwość tej historii, jednak czymże bylibyśmy bez legend i baśni. To one, tym zniewalająco pięknym miejscom, dodają cudownego kolorytu i ziarenka magii. Tworząc spójną całość razem z szumiącymi drzewami, które nieustannie snują opowieść o tym co było.

Szumy na Tanwi to 24 uskoki skalne na odcinku 400 metrów. To naprawdę sporo. Ich historia sięga trzeciorzędu, kiedy nastąpiło wydźwignięcie wyżynnego obszaru Roztocza, przy jednoczesnym obniżeniu Kotliny Sandomierskiej. Na granicy obu krain powstała linia spękań tektonicznych w postaci skalnych uskoków, tworząc szumiące miniaturowe wodospady. No i faktycznie szumią. Wyglądają i brzmią cudownie, jednak dziki tłum ludzi, jaki się tam pojawił, wprawił nas w stan konsternacji. Okazało się, że w pobliżu są aż dwa duże parkingi, na które można przejechać samochodem lub autokarem i bez większego wysiłku zaliczyć jedną z większych atrakcji Roztocza, zajadając wcześniej frytki lub hot doga z pobliskiego baru. Dla nas jednak to było za dużo. Podziwiając naprawdę piękne szumy, szybkim krokiem oddaliliśmy się z zatłoczonego miejsca. Po dotarciu do drugiego, ze wspomnianych wyżej parkingów, mieliśmy do wyboru, aby iść dalej szlakiem niebieskim, co zajęłoby nam ok 2,5 h lub skręcić na ścieżkę spacerową i w ciągu godziny być przy samochodzie. Zgodnie stwierdziliśmy, że powinniśmy już wracać i wybraliśmy trasę krótszą.

Szumy. Rezerwat nad Tanwią. Rezbitany

Tego dnia przeszliśmy trasę: Susiec – Kościółek (Zamczysko) -Rebizanty (rezerwat Nad Tanwią) – Ośrodek Roztoczanka – Susiec. Zajęło to nam 3,5 h i z pierwotnie założonych 17 km zrobiliśmy 12 km. Zachwycaliśmy co najmniej milion razy, spróbowaliśmy wody z rzeki, odkryliśmy magiczny świat korzenników i kamienników, które czasami łapią za nogi i próbują nas przewrócić. Spędziliśmy cudowny czas otoczeni niezwykłą przyrodą. Pierwszy punkt z listy na weekend, zaliczony!

Poszukując obiadu, trafiliśmy do Józefowa, gdzie zostaliśmy oczarowani cudowną i tak bliską mojemu sercu fontanną oraz wegańską kuchnią w restauracji Knieja. Burgery z buraka – mistrzostwo!

Drogowskazy w miasteczku powiedziały nam, że tuż obok jest kirkut, dawny żydowski cmentarz założony w 1762 roku. Zachodzące słońce, pojawiający się chłód wieczora i zapach ziół rosnących dookoła nagrobków – macew, sprawiły, że poczuliśmy niezwykłość tego miejsca. Ludzie, których już nie ma. Tak jak nie ma tych, którzy o nich pamiętali. Nasza próba rozszyfrowania napisów i przyroda wypełniająca każdą wolną przestrzeń. Tak jakby to ona była teraz pamięcią. Pamięcią o Nich. Ich pamięcią. Wszystkim.

Jak już wspomniałam na początku, sporządziłam plan wycieczki, którego zamierzałam się trzymać choćby nie wiem co, ale byłoby to zupełnie bez sensu, gdybyśmy nie skorzystali z możliwości popływania kajakiem. Być może ostatni raz w tym sezonie. Tak więc plan musiał poczekać.
Możliwości spływów na Roztoczu jest całe mnóstwo, tak jak firm oferujących swoje usługi. Wybraliśmy więc pierwszą, na którą trafiliśmy. Mieliśmy do przepłynięcia 5 km. Czas 2h. Wiedzieliśmy, że będziemy płynąć rzeką Wieprz, którą pamiętamy z lekcji geografi jako prawy dopływ Wisły. Nie wiedzieliśmy jednak i nie pamiętaliśmy, że jest to rzeka wyjątkowo kręta i wąska. Gdyby trasa miała dodatkowe 3 km zapewne zdążyłabym się zrelaksować i dać pochłonąć pięknu, jake nas otaczało. Niestety, dopiero pod koniec spływu zaufałam rzece i zamiast jej przeszkadzać nerwowymi ruchami wioseł, pozwoliłam ponieść się jej nurtowi. To niezwykła i cenna lekcja, nie tylko kajakarstwa.

Zanim jednak wybraliśmy się na kajaki, zostaliśmy oprowadzeni po Zagrodzie Guciów przez wyjątkowego przewodnika, który w ciągu godziny przekazał nam ogromną ilość fascynujących faktów.
Zobaczyliśmy wypiek podpłomyków, poznaliśmy tajemnice codziennego życia ludzi zamieszkujących te tereny ponad 200 lat temu. Jak się okazało, zanim pojawili się na Roztoczu ludzie, żyły tam dinozaury, których tropy zachowały się we wsi Potok, znajdującej się 5 km od Guciowa. Żyły tam duże roślinożerne dinozaury kaczodziobe, zwane hadrozaurami. Znaleziono także trop kilkumetrowego drapieżnika, z rodziny tyranozaurów. Jako, że jesteśmy dinozaurami ignorantami, zrobiło na nas to ogromne wrażenie, podobnie jak niezwykły zbiór meteorytów z Polski i Świata. Sama Zagroda Guciów, to miejsce z urzekającym urokiem, cudownie wtapiające się w otoczenie. Miejsce, w którym czuć historię, wtórym wystarczy zamknąć oczy, aby zobaczyć kobiety robiące lniane nitki. Wisienką na torcie są pyszne śniadanie serwowane rano w Karczmie.

Po spływie, nie tracąc czasu, wróciliśmy do realizacji planu, gdzie jasno było zapisane: Bukowa Góra. Po zakupieniu biletów, które są konieczne, aby wejść na teren Roztoczańskiego Parku Narodowego oraz przekąsek, bez których dziecięce nogi męczą się trzy razy szybciej, ruszyliśmy na krótki spacer liczący 5 km. Mając w pamięci trasę z poprzedniego dnia podświadomie liczyliśmy na coś podobnego. Oczywiście przyroda nie zawiodła i zachwycała na każdym rogu. Niestety tłum ludzi już nie. Było tłoczno, głośno i nie tak jak lubimy. A mocno wyperfumowani ludzie zagłuszali mój ukochany zapach sosnowego boru. Bukowa Góra to wzniesienie o wysokości 310 m n.p.m znajdujące się w obszarze ochrony ścisłej roztoczańskiego rezerwatu i faktycznie, gdy tylko nie mijali nas ludzie oblani od stóp do głów zapachowymi wodami, czułam zapach wolnego lasu. Ten niezwykły zapach, który pierwszy raz poczułam w Puszczy Białowieskiej. By wejść na samą górę pokonujemy 366 drewnianych stopni, skrupulatnie liczonych przez dziewczyny. Wracamy tą samą drogą, rezygnując z wycieczki do Stawów Echo na rzecz odwiedzenia Zamościa. Stawy muszą poczekać na kolejny raz.

Ostatni punkt na liście – Zamość. Stare miasto ładne, kolorowe, estetyczne, a znając historię jego powstania i zamysłu architektonicznego, zasługujące na podziw i szacunek. Jednak, choć bardzo się staramy, to bliżej nam do lasu niż miast. Myślę, że w przyszłości będziemy nadal próbować odkrywać miejskie uroki. Tym razem, posłuchaliśmy odczuć dzieci i swoich. To nie był dzień na Zamość, choć był wpisany w plan. Zjedliśmy pizzę i watę cukrową i ruszyliśmy do domu.

W głowach układamy już plan kolejnego wyjazdu na Roztocze. Kupiliśmy mapy, aby mieć większą swobodę w wybieraniu tras. Mój eksperyment z listą rzeczy do zrobienia chyba się udał. Jak się okazuje spontaniczność i planowanie mogą świetnie się ze sobą dogadać. Wystarczy tylko słuchać swoich potrzeb i potrzeb bliskich. I będzie dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s