Jak w legendzie, górskiej.

Na zimowy wyjazd nasze dzieci czekają cały rok. Bawią się w narty przyczepiając sobie do stóp kawałki kartonu, wykorzystując do tego olbrzymią ilości taśmy klejącej. Na miesiąc przed, tworzą kalendarz i każdego dnia odznaczają, skrupulatnie licząc ile dni zostało. Jest to jeden z najbardziej upragnionych tygodni w roku.

Przełamując czteroletnią tradycję, zamiast do Murzasichla pojechaliśmy do Szczyrku. Spotkało się to z wielkim niezadowoleniem naszych dzieci, no bo jak to, jakieś zmiany? Po co? Po pierwszym dniu nart też zaczęłam się zastanawiać czy oby na pewno te zmiany są takie dobre. Wydawały się mocno przereklamowane.

Trafiliśmy na stok Krasnal, który okazał się zdecydowanie za krótki i zbyt płaski jak na umiejętności dziewczyn. Beskid Arena, która oferuje doskonałe warunki, była ciut za trudna. I klops. Pierwszy dzień upłynął pod znakiem porównań, smutku i powtarzanych jak mantra słów: to nie są żadne góry, to jest Majorka. Dzieci zasypiały mocno rozgoryczone niewiedząc, że Szczyrk ma jeszcze kilka asów w rękawie.
Asy były dwa.
Stok Biały Krzyż, niemal idealny, pięknie położony w przełęczy Salmopolskiej. 300 metrów stoku stało się świetnym terenem ćwiczeń narciarskiej techniki naszych dzieci.

IMG_4859.JPG
Biały Krzyż – Przełęcz Salmopolska

Drugim Asem okazało się miejsce, w którym zamieszkaliśmy – Górska Legenda. Miejsce niezwykłe, pachnące pierniczkami, wypełnione domową atmosferą i spokojem. Wnętrza dopieszczone w najmniejszym szczególe, przepyszne śniadania i aromatyczna kawa parzona według kuchni pięciu przemian. Animacje dla dzieci, czas na książkę, sauna i narciarnia, z której codziennie rano wyciągasz ciepłe buty.  Wisienką na torcie, jeśli można tak powiedzieć,  są właściciele, uśmiechnięci, życzliwi, sprawiający, że ich dom stał się moim domem.
IMG_5180.JPG

IMG_5087.JPG
Salon

Ten wyjazd był inny. Intensywny narciarsko i leniwie cudowny wieczorami. Dzieci szczęśliwe znikały z pokoju na długie godziny by piec babeczki, odkrywać tajemnice lodowych krain czy przeprowadzać skomplikowane eksperymenty. My czytaliśmy, nadrabialiśmy filmowe zaległości – serial  The End of the F***ing World okazał się jednym z lepszych, jakie udało się nam zobaczyć w ostatnim czasie.

IMG_4937.JPG
dekoracja do babeczek

Podczas tego tygodnia zostały też spełnione dwa marzenie dzieci. Spróbowały jazdy na snowboardzie – tu stok Krasnal zmył z siebie pierwsze złe wrażenie i zachwycił idealnymi warunkami do nauki – i wjechały wyciągiem z kanapą.
Ostatnie dwa dni spędziliśmy na stoku w Wiśle. Klepki okazały się stokiem idealnym. Długim – 600m i idealnie nachylonym do umiejętności dziewczyn.

IMG_5130.JPG

IMG_5133.JPG

Tydzień minął szybciej niż byśmy chcieli. Do domu wróciliśmy narciarsko usatysfakcjonowani. Okazuje się, że gdy ma się 6 i 8 lat, coś takiego jak zmęczenie nie istnieje. Z czego, tym razem, rodzice korzystali w pełni 🙂 Wróciliśmy też bogatsi o małego przyjaciela o imieniu Kształcik. Dziewczyny zapytane o miejsce kolejnego zimowego wyjazdu odpowiedziały nadwyraz zgodnie 🙂 My też już wiemy.

 

 

 

Kształcik

IMG_5435Zima w tym roku wcale nie wyglądała jak zima. Zimą powinien być śnieg. A śniegu nie było. Dziewczynka codziennie rano wyglądała przez okno, w nadziei, że podczas gdy spała, wydarzyło się coś niezwykłego i na zewnątrz zrobiło się biało. Niestety. Każdy poranek wyglądał tak samo. Zamiast śniegu widziała tylko szare smutne drzewa. Wszędzie było błoto i wielkie kałuże, co nie było takie bardzo złe, bo połączenie błota i kałuż zawsze brzmi zachęcająco, ale gdy wieje zimny wiatr, zabawa staje się mniej przyjemna.

Dziewczynka odliczała dni do ferii, do wyjazdu w góry. Wierzyła, że w górach zawsze jest śnieg. Nawet latem. Jednak, jak się okazało, tej zimy, w górach nie było śniegu. Smutek i rozczarowanie dziewczynki były tak duże, że gdyby się rozciągnęły, to sięgnęły by ze Szczyrku aż do Świnoujścia. Z łezkami pod powiekami dziewczynka zasnęła. Następnego poranka nie pobiegła do okna by sprawdzić czy pada śnieg. Straciła nadzieję. I gdy właśnie postanowiła, że przez cały wyjazd nie wyjdzie spod kołdry, zawołała ją starsza siostra:

– chodź tu szybko, chodź, zobacz, pada śnieg!
– nie wierzę ci
– naprawdę, pada, takie wielkie grube płatki, wszędzie jest biało!

Faktycznie, świat podczas jednej nocy zmienił się nie do poznania. Niebo otworzyło się i wysypało ogromną ilość białego puchu, który otulił drzewa, samochody, dachy domów, pobliskie góry i czapki przechodniów.
Dziewczynki ubrały się tak szybko, jak nigdy dotąd i gotowe pośpieszały rodziców, by jak najprędzej znaleźć się na stoku i przypiąć upragnione narty.

Płatki śniegu przemierzają długą drogę zanim trafią na ziemię. Swoją podróż zaczynają hen wysoko, gdzieś pod niebem. Każdy płatek jest inny i choć to wydaje się tak bardzo nieprawdopodobne, to naprawdę nie ma dwóch identycznych płatków śniegu. Każdy jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, każdy jest piękny i wspaniały. Podczas lotu płatki śniegu tańczą, śpiewają i rozmawiają ze sobą. Bawią się. Są radosne, czasem smutne, czasem bardzo zdenerwowane. Ich podróż na ziemię to wielka przygoda, która dla płatków trwa bardzo długo. Dla nas to tylko chwila, dla nich cała wieczność. Gdy płatki docierają na ziemię stają się śniegiem. Zasypiają. Czasem zostają zbudzone jako kulka w zabawie w śnieżki, jako bałwan lub iglo budowane przez dzieci na podwórku. Gdy ktoś zobaczy w śniegu coś wyjątkowego, płatki budzą się.

Dziewczynka zafascynowana ilością bieli dookoła zjeżdżała ze stoku na nartach.
I zapewne byłoby widać jej szeroki uśmiech, gdyby nie kominiarka, która zakrywała jej całą buzię. Śnieg skrzypiał pod nartami, było fantastycznie. W pewnym momencie dziewczynka zatrzymała się. Na białej powierzchni dostrzegła śnieg, który uformował się w coś, co trochę przypominało kulkę.

– Ooo, Kształcik. Powiedziała podnosząc to ziemi i pojechała dalej. Gdy dogoniła rodziców i siostrę przedstawiła im nowego przyjaciela.
– to jest Kształcik, leżał tam na stoku, zupełnie sam. Od teraz będziemy jeździć razem.

Gdy dziewczynka wypowiedziała słowa: to jest Kształcik, uśpione płatki śniegu obudziły się. Nadanie imienia ma w sobie coś z magii. Rzecz bez imienia wydaje się nie istnieć. Ta, która zostanie nazwana, staje się wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, zaczyna być.

Kształcik rozejrzał się. Wszystko co widział, było nowe. Dziewczynka trzymała go w dłoniach otulonych rękawiczkami i mówiła:
– popatrz Kształciku, tam jest skocznia, a tam wyciąg, zobacz, a tu jeżdżą ludzie na nartach. Zobacz, to jest mama, to mój tata i moja siostra. Przywitajcie się z Kształcikiem.

-Cześć Kształcik, odpowiedzieli wszyscy radośnie.

Kształcik troszkę się bał. Wszystko było takie nowe, nieznane. Przyzwyczaił się do bycia śniegiem. Do pięknych snów, jakie śnił. Był przekonany, że tak jak zawsze, gdy nadejdzie wiosna stanie się wodą, która wyparuje by ponownie zimą powrócić jako płatek śniegu. A tu taka niespodzianka. I jeszcze te dziecięce dłonie. Czy oby na pewno nie ścisnął go zbyt mocno, czy nie spadnie z wyciągu, czy nie zostanie zgubiony na stoku? Teraz, gdy ma już imię nie chciałby zostać zgubiony, a z drugiej strony tęsknił do bycia zwyczajnym śniegiem. Kształcik zamknął oczy. Za dużo się działo, jak na małą kulkę śniegu.

-Kształciku, ja się tobą zaopiekuję. Nie musisz się martwić. Wiem, że to dla ciebie stresujące. Za chwilę zjedziemy razem na nartach. Zobaczysz jakie to wspaniałe. Schowam cię do kieszeni. Trzymaj się mocno. – powiedziała dziewczynka i ruszyła w dół.

Kształcik początkowo ukrył się w najdalszym rogu kieszeni, jednak już po chwili, odważył się ociupinkę wyjrzeć i wtedy poczuł wiatr i mróz, coś co bardzo lubił. Zobaczył drzewa, góry, innych ludzi i wesołe płatki śniegu lecące z nieba. Wspiął się wyżej i poczuł się jakby latał. Poczuł się szczęśliwy. Przypomniał sobie o strachu i obawach przed nowym, o tym, co czuł jeszcze tak niedawno. Znane rzeczy są dobre i sprawiają, że czujemy się bezpieczne. Jednak, gdy damy szansę też i tym nowym, może się okazać, że i one staną się znane.

Ferie mijały szybciej niż chciały tego dzieci. Zawsze tak jest. Gdy miło spędzamy czas, leci on jak szalony, nie wiadomo kiedy, a gdy chcemy, żeby przyspieszył on zwalnia. Codzienne narty, wycieczki po górach, lepienie bałwana wypełniały wspaniale czas. Kształcik odkrył z dziewczynkami rzeczy i miejsca, o których nie miał pojęcia. Noce spędzał w zielonym pojemniku w zamrażarce. Było tam cicho i spokojnie. Lubił ten czas, gdy mógł raz jeszcze pomyśleć o tym, co się wydarzyło danego dnia.

Podróż do domu dzieci była stresująca. Był przekonany, że skończy jako kałuża wody w pojemniku. Dziewczynka też się tego obawiała, dlatego odpowiednio zadbała o to, by Kształcik całą drogę miał właściwą temperaturę. Wiedziała, że gdy nada się komuś imię, gdy się go oswoi, trzeba o niego dbać i troszczyć się.

W domu, gdzieś pomiędzy górami, a morzem, zamieszkał Kształcik w szufladce zamrażarki. Ma tam tak zimno i cicho jak lubi. Czasem ma gości. Dziewczynka razem ze starszą siostrą zagląda i sprawdza czy wszystko u niego jest tak, jak być powinno. Gdy na zewnątrz jest bezpiecznie, wychodzą na spacer i razem poznają nowe rzeczy. Tak właśnie Kształcik poznał dwa psie nosy. Mimo że przeżył więcej przygód niż nie jeden śnieg, to jest przekonany, że to dopiero początek wielkiej przygody jaka czeka małą kulkę o imieniu Kształcik.

Szafa

– mamo, dlaczego twoja szafa jest mniejsza od szafy taty?
– ponieważ ja mam mniej ubrań
– ale to ty powinnaś mieć więcej…

Bum! Stało się! Rzeczywistość, po brzegi wypełniona stereotypami, wchłonęła moją sześcioletnią córkę i poczyniła w jej mózgu przerażające mnie spustoszenie. Uśmiechnęłam się smutno, na myśl jaką odpowiedź otrzymam i zapytałam:

– dlaczego powinnam mieć więcej?
– bo tata jest starszy i oddaje ci swoje ubrania, tak jak mi Kasia oddaje swoje. Ja mam więcej ubrań od Kasi i ty powinnaś mieć więcej niż tata.

Ufff 🙂

Przestać musieć

W 2018 roku postanowiłam mieć czas.
W 2018 roku postanowiłam przestać musieć.
W 2018 roku postanowiłam zacząć chcieć.

Skupić się na tym co ważne. Nauczyć się akceptować nieidealność.
Zatrzymać biegnący czas wspomnieniami, które stworzymy.
Przestać na narzekać i mówić za raz, za chwilę, nie teraz, nie mam czasu, muszę.
Zacząć walczyć o przestrzeń i nie pozwolić aby ktoś mi ją zabierał ustalając sztuczne normy. Dogadać się ze złodziejami czasu. Nie odkładać marzeń na jutro.
Być tu i teraz, z tymi których kocham, z tymi z którymi chcę być.
Żyć z całych sił w zgodzie z sobą, a nie z oczekiwaniami innych.
Postanawiam mieć czas. Postanawiam chcieć! Postanawiam BYĆ!

IMG_4605