Praca domowa

Godzina: 7:50. Miejsce: samochód, droga do szkoły/przedszkola.
– Kasia, masz może dużą kartkę, dopytuje nerwowo Gabi.
– Nie mam, odpowiada z pewną oczywistością w głosie Kasia, tak jakby chciała powiedzieć, no halo, jesteśmy w samochodzie.
– To niedobrze, kwituje Gabi.
Miałam na dziś pracę domową.

Miałam rysunek zrobić.

Tłumaczenia mamy, że skoro zapomniała to już po ptokach, odbijają się od dziecka niczym od ściany i wracają nieusłyszane.

Pod szkołą Kasi, która znajduje się 3 minuty drogi samochodem od przedszkola, Gabi znajduje małą żółtą karteczkę i długopis.
W pełnym skupieniu rysuje, używając kolana jako stołu.
Pod przedszkolem woła dumnie:

-Mam, i pokazując żółtą karteczkę i kilkoma mazami długopisem mówi:
– to dam!I teraz bać się czy cieszyć? W życiu sobie poradzi. W sumie zdobyła już niemal studenckie umiejętności, a może to jakoś genetyczne uwarunkowania? Żeby było jasne, geny od mamy tym razem przegrały.

Nasze Królestwo

Za oknem mamy las. Domów nie za wiele. Cisza i spokój. Obserwujemy jak zmieniają się pory roku, obserwujemy ptaki. Późną jesienią wystawiamy karmnik. Wczesną wiosną szykujemy budki lęgowe dla ptaków. W przydomowym ogródku rosną warzywa, a w młodym sadzie jabłonie zaczynają nieśmiało dzielić się z nami swoimi owocami, choć dzielą się też z innymi mieszkańcami naszej okolicy. Siedem lat temu uciekliśmy z miasta i zaszyliśmy się w miejscu, gdzie noc jest czarna, gdzie widać gwiazdy, gdzie czuć zapach roślin, gdzie jesteśmy szczęśliwi. Tu urodziły się nasze dzieci. Nie znają innej rzeczywistości. Miasto jest dla nich czymś chwilowym.

Staramy się żyć w zgodzie z otaczającym nas światem. Szanujemy go i jego mieszkańców. Nawet tych najmniejszych. Uczymy się magii świata zwierząt i świata przyrody. Podglądamy ją zachwytem i zazdrością.

Mierzymy się z problemami i dziecięcymi pytaniami. Dlaczego Jaś w przedszkolu depcze mrówki i ślimaki, dlaczego Pani zabiła pająka, dlaczego ludzie polują, dlaczego wyrzucają śmieci w lesie, dlaczego…

Mierzymy się i budujemy fundamenty. Nasze fundamenty, bo wierzymy, że to my jesteśmy tutaj gośćmi, a nie  właścicielami.

Gdy kilka dni temu wyszliśmy z kina, Kasia była smutna. Obejrzeliśmy razem Królestwo. Ja też byłam smutna. Po raz kolejny zobaczyłam jak na naszych oczach ginie świat, ginie w imię ratowania tegoż świata. W imię tego, że musimy zapanować nad wszystkim co nas otacza, bo tylko wtedy będzie bezpiecznie i dobrze.
Kasia była smutna z innego powodu. Nie dlatego, że zobaczyła jak wilki polują na dzika, nie dlatego, że ryś upolował łanię. Była smutna, ponieważ ludzie zaczęli zabijać wilki. Ponieważ niedźwiedź musiał uciekać przed ludźmi. Była smutna, bo pojawili się ludzie.

Obejrzeliśmy Królestwo i zakiełkowała nadzieja. Może jak inni też zobaczą, może jak też poczują, jak też zachwycą się tym pięknem, magią i niezwykłością, to coś w ludziach pęknie i zaczną widzieć. Zaczną widzieć i zobaczą wyjątkowość  otaczającego nas świata. Zachwycą się i z pokorą pochylą głowę przed tym co było tu przed nami i mam nadzieję, będzie tu po nas.

Wierzę, że będzie dobrze. Wierzę, że dopóki powstają takie filmy jak Królestwo,  dopóki jest Marcin Kostrzyński i jego wyjątkowe i cudowne Przyrodyjki to jest nadzieja, że kolejna osoba zakocha się bez pamięci w świecie szumiących liści, w świecie, gdzie człowiek powinien być jedynie obserwatorem, gościem szanującym prawa gospodarzy. Mimo planów zwiększenia praw myśliwych, mimo  że zapewne nasze spacery po lesie już niebawem będą kończyły się mandatem. Mimo że pewni ludzie już nie mogą się doczekać  legalizacji polowań na wilki, które przecież mogłyby niechcący przywrócić równowagę w przyrodzie, a do tego nie można dopuścić.

Wierzę, że będzie dobrze, że opamiętamy się w porę.

Zdjęcie: Mathieu Simonet

 

 

Ludzka świnka

Kasia dostała smartwatch, który, odbiegając od tematu, jest świetnym wynalazkiem. Można z niego dzwonić, można na niego zadzwonić, ma lokalizator, zegarek i inne takie bajery, które cieszą siedmiolatkę. Daje poczucie bezpieczeństwa dziecku i rodzicom. Ale nie o ty miało być. Jak już napisałam, można z niego dzwonić. Więc odkąd pojawił się w naszym domu, dziewczyny ukrywają się w nim w różnych zakamarkach i dzwonią. A że mają ustawione dwa numery: mama, tata, to wykonują na zmianę dziesiątki połączeń, a żeby nie było nudno udają kogoś kim nie są. Próbują kupić rejs, jacht i coś tam jeszcze.
Wczoraj Wojtek odebrał telefon.
– Halo.
– Halo, tu pani Foczka.
– Pani Foczka???
– Tak, pani Foczka z tej strony.
– Pani Foczko, ma pani bardzo podobny głos do mojej córki Gabrysi.
– Nieeeee, tu Pani Foczka, odpowiedziała Pani Foczka, mocno zmienionym, niskim głosem. Po czym dodała, że już musi kończyć i się rozłączyła.

Po 3 minutach. Telefon.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry.
– Tu Pani Świnka.
– Ooo Pani Świnka, słucham, w jakiej sprawie Pani dzwoni.
– Chcę się zapisać na rejs.
– Na rejs?
– Tak, mam 12 lat.
– Dobrze zapisuję, ale nie brzmi Pani jak świnka.
– Bo ja jestem ludzką świnką.