Nie zmuszać

Noc.
Gabi ma gorączkę.
Mama podejmuje próbę podania leku.
– Kochanie chcę, żebyś wzięła to lekarstwo.
– NIE!
– Gabi, masz wysoką gorączkę, to ci pomoże.
– NIE!
– Gabi to ważne, musisz wziąć lekarstwo.
– Nie muszę!  Nie wolno zmuszać!
– Kochanie, nie zmuszam cię.
– Zmuszasz! Nie wezmę. Nie wolno zmuszać!
Lekko skołowana siedzę ze śpiącym dzieckiem na kolanach.
Czekam.
Po kilku minutach.
– Masz wodę?
– Mam.
– Pokaż to lekarstwo!
Pokazuję.
Gabi patrzy kontrolnie lekko uchylonymi oczami, które natychmiast potem zamyka.
– Dobra! Wezmę.
Bierze, popija, zasypia.

No i mam za swoje. Zbieram plony decyzji wychowawczych.
Ale tak sobie myślę, że mimo wszystko jestem zadowolona.

281399_decyzja_34

 

a jednak Jobs ?

Jakiś czas temu porównałam Gabi do Steve’a Jobsa. Być może wkręcam sobie to podobieństwo, ale ostatnio znowu to się stało. I nie wiem czy powinnam się już martwić, czy jeszcze poczekać.

Jest taka scena w biograficznym filmie, gdy Jobs patrzy na gościa, na jego koszulę i stwierdza, że chce ją mieć. W kolejnym ujęciu widzimy go oczywiście w owej koszuli.

Dziewczyny wychodzą na spacer. Gabi siada przed czterema parami butów (w tym jedne zupełnie nowe) i mówi:
– ja nie mam żadnych butów. Nie mam co założyć. Wy mi w ogóle nie kupujecie butów.

Spokojnie mówię, że oczywiście rozumiem, że cztery pary butów to stanowczo za mało dla pięcioletniej dziewczynki. Namawiam ją jednak do wyboru jednej z par, sugerując, że to olbrzymie szczęście, że ma w czym wybierać. Gabi jednak nie daje za wygraną i jak mantrę powtarza, że ona nie ma w co się ubrać.

Wtedy wchodzi Kasia, w swoich lekko podniszczonych, zeszłorocznych butach. Jedynej parze wiosennych butów, jaką aktualnie posiada.

Gabi patrzy na Kasię, patrzy na buty, znowu na Kasię i  wskazując na buty Kasi,  zdecydowanym głosem mówi:
– ja chcę te buty!
Mówię, że należą one do Kasi i ma je aktualnie na stopach więc nie wchodzi w grę to, żeby mogła je teraz mieć.
– Ale ja je chcę! One są na mnie dobre. Kasia zdejmij, ja tylko przymierzę.

Kasia czując podstęp, mówi , że nie zdejmie i już. Gabrysia jest, delikatnie mówiąc, lekko niepocieszona.  Mamrocząc coś pod nosem, ze wzrokiem zamrażającym wrogów, wychodzi na zewnątrz w zimowych kozakach.

IMG_0689a

 

 

 

bla bla bla

…mamo, dodałyśmy psią kupę do mikstury, powiedziała cicho Kasia.
– Przecież prosiłam, żeby tego nie robić.
– Gabi słyszałaś, żeby mama mówiła coś o kupach, zapytała Kasia.
– o kupach nie, mama mówiła tylko bul bum bla.. odpowiedziała Gabi.

I wszystko jasne. Tak nas słyszą dzieci!