Ponad

Obserwując moje dzieci widzę, jak dużo jest w nich dobra, zrozumienia i empatii.
Jak potrafią stanąć ponad i w zaskakujący sposób rozwiązać sytuację. Każdego dnia uczę się od nich czegoś nowego, czegoś bardzo dobrego.

Jak zachowałaby się dorosły w sytuacji konfliktowej, w której bliska osoba w złości niszczy coś bardzo ważnego i cennego dla tej osoby? Krzyki, wrzaski, oskarżenia, gniew.
Ja zapewne byłabym wściekła, rozgoryczona, zraniona. Tak bym się czuła.
Pewnie powiedziałabym o kilka słów za dużo. Tak by zranić, by zadać słowny cios, by tą drugą osobę też zabolało. Choć na chwilę. Pewnie wypominałabym też fakt owej straty przy każdej okazji, przez najbliższych kilka lat.

No i taka sytuacja, która weryfikuje wszystko, która pokazuje mi jak często zapominam, o tym co jest ważne.

Zabawa. Nagle pada jedno słowo, drugie i trzecie. Szturchnięcie, wrzask, kolejna próba szturchnięcia. Interwencja rodziców. Krzyk, kipiąca złość szukająca ujścia. Kasia chwyta prezent, który Gabi dostała w przedszkolu i zaczyna go drzeć na kawałki.
Krzyk Gabi zamienia się w rozpacz pełną bólu i niemocy. Gniew Kasi wymyka się zarówno jej, jak i nam. Wściekłość osiąga punkt kulminacyjny. Rozpacz również. Sytuacja kryzysowa. Dwie silne emocje w dwójce małych dzieci i my z naszymi emocjami.

Wspieramy Gabi. Uspokaja się.
Kasia nadal toczy walkę z nierównym przeciwnikiem, jakim jest jej złość. Złość, w której stała się zupełnie bezradna i zagubiona. Wspieramy Kasię. Niestety bez pozytywnego skutku. Zostawiamy ją w spokoju, z informacją, że jak będzie nas potrzebowała to jesteśmy.
Gabi ze smutkiem ogląda, to co zostało z jej prezentu. Jest przygnębiona. Stara się zrozumieć co się stało. W pewnym momencie wstaje, bierze ukochaną maskotkę siostry i bez słowa idzie z nią do pokoju, do Kasi. My zostajemy w salonie. Z ogromnym zainteresowaniem nasłuchujemy odgłosów.
Cisza. Kilka minut ciszy i one dwie w jednym pokoju. Kolejne minuty. Pojawiają się ciche rozmowy i śmiech. Po wszystkim. Nie ma gniewu, nie ma smutku. Jest nowa zabawa, jest radość.

Wieczorem rozmawiamy z Kasią o tym co się stało i o tym, jak trudno jest opanować złość, gdy ta wymknie się spod kontroli. O tym, że każdy odczuwa czasem złość. O tym, że nie wolno w gniewie bić i niszczyć. Rozmawiamy z Gabi o tym, jak przykre jest to, gdy traci się coś ważnego. Mówimy jej, że to było niezwykle miłe, że pocieszyła Kasię. Dziękujemy jej za pomoc.

Dzieci idą spać. Ja zostaję z moimi myślami, z analizą minionego dnia. Z wnioskami, które są dla mnie jednocześnie powodem do smutku i olbrzymiej radości.

Każdego dnia uczę się od moich dzieci jak stanąć ponad gniewem, smutkiem i żalem. Jak być lepszym człowiekiem. Jak nie zapominać o tym co jest w życiu istotne. Jak pamiętać, że miłość jest najważniejsza i nic tego nie powinno zmieniać.

.
źródło: www.slupsk.pl
źródło: http://www.slupsk.pl

.

Dwa punkty widzenia

Sobotni wieczór. Autostrada wolności. Nagle robi się jasno. Zdezorientowani pytamy sami siebie, co to było? I niemal natychmiast mamy odpowiedź, po naszej lewej stronie czarne niebo zostaje przecięte przez spadający, jak się później okazało bolid, meteoroid pochodzący z roju meteorowego Taurydów Północnych. Widok zapierający dech w piersiach. Wywołujący radość, ekscytację i jednocześnie lekki niepokój.
Dziewczyny też go widziały.
No właśnie widziały i kolejne 40 minut jazdy zostało po brzegi, do bólu wypełnione pytaniami.
– co to było?
– kiedy będzie drugi, trzeci, pięćdziesiąty…?
– gdzie poleciał?
– skąd spadł?
– co będzie jak wróci?
– gdzie uderzył?
– co ty było?
– co będzie jak wróci?
– wróci?
Po udzieleniu wszelkich niezbędnych odpowiedzi, niektórych wielokrotnie zaczęła się dyskusja w nieco przygnębiającym tonie.

Kasia: a jak wróci większy i uderzy w ziemię, to wszyscy zginiemy.
Gabi: ale nie my!
Kasia: jak uderzy to my też.
Gabi: ale nie nasz domek!
Kasia (już lekko poirytowana, podniesionym głosem): Gabi wszyscy zginiemy, umarniemy, nic nie będzie.
Gabi: hmmmm (po chwili ciszy, radosnym głosem) Ja już wiem co to było, to był Święty Mikołaj, zaraz będzie rozrzucał prezenty, będą spadać wszędzie. (ta wizja wyraźnie cieszy Gabrysię)
Kasia: a jak to była kometa i wróci i uderzy w Ziemię?
Gabi: To był Święty Mikołaj i jego sanie pełne prezentów!

Niesamowite było zobaczyć ów bolid. Fakt. Ale chyba bardziej niesamowite było usłyszeć co w tym samym czasie, patrząc na to samo niebo, zobaczyły nasze córki.
To przypomniało mi jak bardzo się od siebie różnimy, jak te różnice są wspaniałe i wyjątkowe i jak bardzo musimy je szanować by każdy mógł pozostać sobą.

 

źródło: www.tvnmeteo.tvn24.pl
źródło: http://www.tvnmeteo.tvn24.pl