gdzieś ty była?

Kolejny dowód na to, że za mało czasu spędzamy poza naszą wsią.

Wczoraj usłyszałam przypadkiem fragment rozmowy dziewczyn.

– Kasia wieki cię nie widziałam, gdzie byłaś ?
– Na wsi byłam, w Starej Wsi. Krowy doiłam.

No właśnie! Krowy doiła 🙂

my ludzie ze wsi

Wjeżdżamy do centrum Warszawy. Gabi z otwartą buzią patrzy na wyłaniający się w oddali wieżowiec i woła: o rany jaki piękny zamek!
Chwilę później, gdy pojawia się wątpliwy symbol stolicy, Kasia krzyczy: a tu jaki wielki kościół. Gabi szybko ją poprawia: Kasiu, to nie kościół to zamek.

Wymiana spojrzeń z Wojtkiem bezcenna. Wniosek – chyba musimy częściej opuszczać naszą cichą i spokojną wieś i przywozić dzieci do miasta. Żeby nie było znowu tak, że na widok gołębia wołają: patrz mamo, jaki dziwny bażant.

Walka z żywiołami

Popłyńmy do Szwecji. Wyjdziemy z Gdańska o 1600. Dziewczyny pójdą spać po 2100. A jak się rano obudzą, to prawie będziemy na miejscu. No powiedzmy na obiad. Kalmarsundem będziemy pływać już zupełnie turystycznie, podziwiając uroki szkierów. Plan był świetny. Idealne wakacje. Przełom lipca i sierpnia. Co mogłoby się wydarzyć, co mogłoby zakłócić nasz genialny plan?
Otóż wydarzył się najzimniejszy tydzień wakacji z silnym wiatrem i nieprzestającym padać deszczem, z gwałtownymi burzami i temperaturą bliższą październikowi niż środkowi lata. 

Deszcz i silny przeciwny wiatr zdecydował, że wypłyniemy dopiero w poniedziałek. To nie spodobało się dziewczynom. Przecież mieliśmy żeglować, miał być młodszy i starszy kapitan, miało być słońce, miało być pięknie. Był deszcz, chłód i narastające napięcie. Galeria handlowa z salą zabaw w kształcie statku, trochę podratowała sytuację. Dobrze też,  że tym razem zabraliśmy laptop z zapasem bajek. Gdyby taka pogoda przytrafiła się nam rok wcześniej, moglibyśmy tego nie przeżyć. Mały tablet z dwoma odcinkami kucyków My Little Ponny, mógł nie podołać zniecierpliwieniu i kumulującej się kosmicznej energii w ciałach 6 i 4 latki.

Wypłynęliśmy. Cel – Hel. Było dobrze. Właśnie na to dziewczyny czekały cały rok. Zaczęła się siostrzana rywalizacja o miejsce za sterem,  pojawiły się też uśmiechy na małych buziach. Niewiarygodne jest jak wielką frajdę sprawia dzieciom żeglowanie. Całe portowe napięcie zostało zwiane przez zimny wiatr. Było morze i my. Rozpoczęliśmy nasz zatokowy, wyczekiwany z utęsknieniem rodzinny rejs. Poza sterowaniem, siedzenie na dziobie to jedno z ulubionych zajęć dziewczyn. Mogłyby spędzić tam cały rejs. Fakt, że w tym roku czuły się już na jachcie zupełnie pewnie, nie polepszał komfortu lekko nadopiekuńczej mamy, która potrzebowała kilku godzin, żeby przywyknąć do widoku dzieci śmigających po burcie na dziób i z powrotem. O dziwo, tata w takiej sytuacji zachowuje pełnię spokoju. Wspaniała równowaga w przyrodzie, która sprawia, że jest bezpiecznie, ale bez zbędnych ograniczeń.

IMG_8448

 

DSC08297

Na Helu spędziliśmy noc i uciekliśmy tak szybko, jak to możliwe. To chyba moje najmniej ulubione miejsce na wybrzeżu. Tłumy ludzi, gwar, stragany, budy z hot-dogami i goframi są tak dalekie są od tego szwedzkiego spokoju, który był naszym celem. Dziewczynom się podobało. Dmuchaniec na plaży to wszystko, co jest potrzebne dzieciom do szczęścia. Olbrzymie i dobre wrażenie zrobił na nas Dom Morświna. Te wyjątkowe ssaki stały się najbardziej wypatrywanym stworzeniem kolejnych dni rejsu.  Niestety nie udało się nam ich zobaczyć, choć najmłodsza część załogi widziała je co chwilę, podobnie jak foki, krokodyle i rekiny.

IMG_8430Uciekając przed goniącą nas burzą (wyglądało to trochę jak ta ciemna chmura, która zwyczajowo wisząc nad Kłapouchem, zorientowała się, że osiołek czmychnął), pomknęliśmy do Jastarni. Walnęło zaraz po tym, jak przycumowaliśmy i lało, groźnie grzmiąc ponad godzinę. Radość  i satysfakcja z faktu, że udało się nam uniknąć ulewy skutecznie poprawiła nasze nastroje. Dodatkowo spotkaliśmy jacht Parnas, odbywając tym samym sentymentalną podróż w przeszłość. To na tej łódce tata Wojtek popłynął w swój pierwszy rejs morski.

IMG_8486IMG_8508Jastarnia stała się dla nas energetycznym wybawieniem. W parku linowym dziewczyny mogły w końcu spożytkować kumulowaną od kilku dni ponadludzką moc. Nasze dwa żywioły dały też upust swoim dziecięcym marzeniom o lataniu, co poprawiło lekko rozstrojone wcześniej humory. Plaża i restauracja Weranda, z pysznym jedzeniem i obłędnymi deserami były dopełnieniem szczęścia naszej załogi.

IMG_8783

IMG_8774

IMG_8789

Pełni nowej  pozytywnej energii i wiary w to, że będzie już tylko lepiej ruszyliśmy do Pucka. Tradycyjnie uciekając przed otaczającą nas z trzech stron burzą, mknęliśmy przełamując fale w kierunku oświetlonego promieniami słońca Pucka. Wszystko, co działo się dookoła wydawało się mnie robić wrażenia na dziewczynach. W ich oczach nie było strachu. Wszystko było naturalne. Patrzyły na nas i wiedziały, że są bezpieczne. To jedno z tych niesamowitych uczuć, których możemy doświadczyć jako rodzice. Bezgraniczne zaufanie dziecka, którego nigdy nie wolno nam go zawieść.
Puck przywitał nas nie inaczej, jak deszczem. Mieniące się wcześniej na horyzoncie słońce zniknęło jak okrutnie dająca nadzieję fatamorgana. Burzowa aura i przewalające się nad nami chmury miały jednak swoje dobre strony. Po chwili utworzyły dla nas piękny zachód słońca, który podziwialiśmy rodzinnie, zupełnie świadomie poświęcając nasze suche ubrania.
IMG_8875

Poranek przywitał nas iście wakacyjnie. Na termometrze było 8 stopni, a po bulajach lała się woda. Licząc na poprawę pogody postanowiliśmy spędzić cały dzień w Gdyni. Dla dziewczyn wycieczka pociągiem była atrakcją samą w sobie. Obiad w darzonym przez nas ogromnym sentymentem Kwadransie, doskonała i mądra bajka „W głowie się nie mieści” w kinie Gemini i przerwane deszczem zwiedzanie Daru, wypełniło nam pochmurny dzień. Niestety nasz manewr przeczekania deszczu nie powiódł się i kolejnego dnia w zacinającej ulewie i porywach wiatru do 7B wypłynęliśmy do Gdańska. Większość żeglugi dziewczyny spędziły pod pokładem, ciekawie wystawiając buźki przez zejściówkę. Zafalowana zatoka robiła na nich duże, pozytywne wrażenie. Gdy fala lekko się rozbudowała, obie zgodnie stwierdziły, że trochę boli je brzuszek i chyba się zdrzemną.  Tak też zrobiły, a my podziwialiśmy dalej uroki wakacyjnego Bałtyku.

IMG_8400

IMG_8898

Oczy dziewczyn wypełniły się łzami, gdy zorientowały się, że kolejnego dnia nie wypłyniemy, że następny dzień spędzimy w samochodzie. Zapytane czy podobał się im rejs, zgodnie odpowiedziały, że było super i że nie chcą wracać, że lubią mieszkać na łódce.

Tydzień na jachcie nie był łatwy, było dużo dziecięcych emocji związanych z zimnem i deszczem. Nasze pogodowe oczekiwania też lekko rozminęły się z zastaną rzeczywistością. Jednak przetrwaliśmy i w dodatku w dobrych humorach i z wspaniałymi wspomnieniami. Wniosek jest jeden – z naszymi dziewczynami możemy płynąć już wszędzie!
IMG_8848IMG_8471IMG_8329IMG_8375

Bujdy na resorach

Znacie serial Bujdy na resorach, gdzie Złomek opowiada niestworzone historie,
a zdezorientowany Mcqueen słucha i na domiar wszystkiego dowiaduje się, że brał we wszystkim udział.

No właśnie. My mamy swoje rodzinne bujdy.

Jadę  z dziewczynami do przedszkola. Mówię, że chyba już czas posprzątać budki lęgowe, żeby na wiosnę mogły przyjąć nowych gości.

Kasia: ooo super, może znajdę jakieś opuszczone jajko i się nim zaopiekuję. 
Rozmarzając się lekko kontynuuje: i opiekowałabym się nim i wyklułby się z niego ptaszek.

Gabi słucha i z niesmakiem komentuje: tylko żebyś go nie zgniotła, jak to poprzednie.
Kasia patrzy ze zdziwieniem, nie wiedząc o co chodzi.
No nie pamiętasz, to jajo bażanta, co znalazłam, a ty jest zdeptałaś.
Na twarzy Kasi widzę pewną konsternację, ale jakby odcinając się od historii Gabi, zaczyna znowu: bo ja to bym chciała zabrać jakieś jajko, żeby móc je wysiedzieć…
Gabi z pełnym przekonaniem: No przecież już zabrałaś, nie pamiętasz? No przecież znalazłaś jajo bażanta, takie okrągłe. Tylko je zgniotłaś.
Kasia wyraźnie zdenerwowana, woła: maaamooo?! tak było? Ja nic nie pamiętam.
Zanim zdążam odpowiedzieć, Gabi robi to za mnie: no było, było!

Sytuacja robi się napięta. Wiem, że Gabi szczerze wierzy w swoją wersję, ma do tego prawo. W jej wieku rzeczywistość i fantazja przeplatają się swobodnie, zacierając granice. Nie chcę jej tego odbierać.
Wiem też, że dla Kasi fakt nie pamiętania wymyślonej historii siostry jest frustrujący i mocno stresujący. Nie chcę aby tak się czuła.

Dojeżdżamy do przedszkola. Temat się kończy. Przynajmniej na chwilę…