Cwana manipulatorka G.

Niedziela, godziny popołudniowe. Gabi, która ma olbrzymią słabość do słodyczy, pamiętając, że po sobotniej wizycie Laury i Neli, zostały pewne smakołyki, odmówiła jedzenia jakichkolwiek posiłków, poza skromnym śniadaniem.

– Mamo, boli mnie jak połykam ślinę, zakomunikowała mi Gabi. Na szczęście okazało  się, że wszytko jest  w porządku. Co uspokoiło, przerażoną wizją kolejnej infekcji, matkę.
– Mamo, czy wiesz, że jak mnie boli gardło to ja nie mogę jeść zupy. Ja mogę jeść  tylko desery. One mi pomagają.
Ja, wyrodna matka oczywiście nie dałam się przekonać, ale niski poziom cukru we krwi córki, kazał jej walczyć dalej.
– Mamo, jak tylko zjem desery, to zjem i zupę (Tiaaaaaaa, pomyślała wyrodna        matka).
– Mamo, ale mnie tak bardzo boli, jak połykam ślinę, chyba nie chcesz żeby mnie bolało? (to zdanie połączone było z wymownym spojrzeniem). Musisz mi dać desery!

Po dwóch godzinach różnych metod perswazji, w których skład wchodził też płacz
i wrzask, głód kazał zjeść córce obiad. Zaspokojony zapomniał o cudownej mocy deserów i bolącym gardle.

życzliwe wpieprzanie się

IMG_9017
– Czy one już tak długo moczą nogi? – zapytała mnie wczoraj pewna starsza pani na plaży w Świnoujściu.
– już jakiś czas, odpowiedziałam
– a czy sprawdzała gdzieś pani ile dzieci mogą tak?
– nie, nie sprawdzałam, ale wierzę, że jak będzie im zimno to mi o tym powiedzą
– no nie sądzę, ja też miałam małe dzieci i wiem co mówię
– ja jednak zaufam odczuciom moich dzieci
– pff powodzenia zatem, odpowiedziała owa pani i oburzona odeszła.

Macierzyństwo to najtrudniejsza lekcja tracenia kogoś, kogo kochasz

SAMSUNG CAMERA PICTURESPrzeczytałam właśnie bardzo trafiony tekst z bloga Matka żona i kłopoty i teraz siedzę i zamiast pracować, myślę…

Gabi  wtula się we mnie i mówi: mamo, ja nigdy ciebie nie opuszczę, zawsze będę dzieckiem. Nie dorosnę. Zawsze będę z tobą.
Chłonę takie chwile, bo wiem, że nie mówi prawdy, wiem że dorośnie i wiem, że odejdzie do swojego życia, do swojej rodziny, w której to ona stanie się najważniejsza na świecie. Wiem i staram się czerpać z każdej chwili jej dzieciństwa energię, którą zamierzam magazynować przez lata.

Gdy Kasia po raz pierwszy powiedziała: mamo, ja się wyprowadzę do swojego domu. Będziesz mogła mnie odwiedzać. Ale będę miała męża i dzieci i będę z nimi mieszkać. Moje serce pękło. Choć wiem, że jej słowa oznaczają jedynie, że jest dobrze.

Moje serce pękło, gdy zatrudniliśmy nianię i przestałam spędzać z moimi dziećmi 24 godziny na dobę. Gdy Kasia poszła pierwszy raz do przedszkola, siedziałam na parkingu w samochodzie i płakałam czując, że „coś” tracę. I straciłam, kilka godzin dziennie z życia moich dzieci. Kilka chwil, o których dowiaduję się tylko tyle, ile one chcą mi powiedzieć. Czuję, że coś stracę, gdy Kasia pójdzie do szkoły, gdy wyjedzie pierwszy raz sama, bez nas. Czuję to każdego dnia i boję się. Czasami chciałabym zatrzymać czas, tak na kilka lat, żeby nacieszyć się dzieciństwem moich dzieci.

Wierzę jednak, że będę dojrzewać razem z moimi dziećmi. Mam też nadzieję, że budowane z dziewczynami relacje będą silne i mądre. Mam nadzieję, że będę mądrą mamą.