trudne pytania

Niedziela palmowa, msza w kościele. Gabrysia trochę przysypia. Organista śpiewa: „Boże mój Boże czemuś mnie opuścił”. Gabi na chwilę podnosi głowę i  po cichutku na ucho zadaje mi pytanie: – mamo dlaczego go opuścił?

Hmmm, odpowiada mama. Bóg nie opuścił Jezusa. Jezus tak po prostu czuł w tamtej chwili. – A ha odpowiada Gabi i słucha dalej.

Kilka tygodni wcześniej podczas mszy zapytała mnie o Jezusa na krzyżu. – Mamo, kto to jest? Dlaczego tak wygląda? Czy on jest już u Pana Boga?
Po uzyskaniu odpowiedzi, po chwili zastanowienia zapytała – a jest jakiś nowy Pan Jezus?

Niezmiennie fascynuje mnie szczerość dziecięcych myśli, nieobarczona żadnym bagażem. Taka zwyczajna, naturalna, piękna.

kotek

Kasia rozmawia z Gabi:
K: – ja to bym chciała mieć kota
G: – ale wtedy nie mogłabyś mieć taty
K: – no wiem…
G: – ja wolę mieć tatę.

Refleksyjnie

Temat śmierci i odchodzenia do Pana Boga wraca w naszym domu jak bumerang. Dziewczyny są tym tematem mocno zainteresowane, choć często same ucinają rozmowę, którą zaczęły, słowami – już o tym nie mówmy, bo robi się mi smutno.

Dziś Gabi zadała mi pytanie, które wbiło mnie w fotel samochodu (jak wiadomo, najciekawsze tematy poruszane są podczas jazdy).
-mamo, a kto mnie zakopie? Ty już będziesz zakopana, tata zakopany i Kasia też.
Burek i Taja też będą zakopani, to kto zakopie mnie?
Po chwilowym szoku, zebrałam się w sobie i powiedziałam, że gdy przyjdzie czas na to, żeby szła do Pana Boga, to będzie miała już dzieci i wnuki i to one zajmą się zakopywaniem.
Gabi przyjęła to spokojnie i naturalnie, ja lekko rozbita, bo chyba właśnie tak się poczułam po pytaniu o własny pochówek, niespełna czteroletniego dziecka, starałam się skoncentrować na dalszej jeździe samochodem.

Dzień kobiet

Wieczorem, w dniu kobiet, Kasia z lekkim zawodem w głosie powiedziała:
– wiesz mamo, ja myślałam, że w dniu kobiet to chłopaki robią i śniadanie i obiad i kolację…
hmmm powiedziałabym, że fajnie by było, ale przeczyta to Wojtek i będzie dym 🙂

P.S. Może śniadania i obiadu i kolacji nie było tego ósmego dnia miesiąca, ale za to ten „nasz chłopak” przez pozostałe dni roku dba o nas tak dobrze, że zostało mu wybaczone 🙂

Rrrrrrrrrrr

Kasia bardzo ambitnie podchodzi do zajęć logopedycznych, więc gdy w pewien niedzielny poranek (08.03.2015) usłyszeliśmy wołanie: GabRysia, mieliśmy nie lada powód do świętowania 🙂
W kolejnych dniach R było wyraźne i bardzo podkreślane za każdym razem.
Co ciekawe R, zaczęło pojawiać się również w słowach, w których go nie ma. I tak, już pierwszego dnia usłyszałam: – GabRysiu, uważaj, bo jak się przewRócisz, to zetrzesz koRano i będzie ci lecieć kRew.

Wiem, że to banalne, ale niesamowicie fajnie jest uczestniczyć w prywatnych sukcesach dziecka, móc obserwować jak jest z siebie dumna i jak pracuje nad rzeczami, które są dla niej ważne.