o dziecięcych marzeniach

 Myśli dzieci są wyjątkowe, mają w sobie magię i tę unikatową wiarę w otaczający je świat. W dziecięcym świecie jednak wcale nie jest łatwiej. Zrozumienie niektórych rzeczy przekracza naukowe wyjaśnienia i możliwości rodziców. No bo jak wytłumaczyć pięciolatce, że nie może latać. Skoro elfy latają, skoro Piotruś Pan lata i to bez użycia magicznego pyłu. Jak pocieszyć dziecko, którego czarodziejskie lusterko przestało działać. Jak sprostać wierze w wypowiadane marzenie, gdy spada gwiazda lub gdy wrzucamy pieniążek do studni? Jak zrealizować dziecięce marzenia, których zrealizować nie możemy.

Jako dziecko wierzyłam w latającego smoka z Niekończącej się opowieści. Próbowałam zwabić go słodyczami zostawianymi w różnych miejscach podwórku. Podobnie było z E.T. Wierzyłam też, że jak będę dobrze ogrzewać jajko, przywiezione ze wsi przez moją babcię, to wykluje się z niej kurczaczek. Wierzyłam, że moje lalki ożywają, gdy ja kładę się spać. Wierzyłam. Miałam swój magiczny świat, pełen nadziei. Nikt mi jej nigdy nie odebrał i za to jestem wdzięczna.

Dziś wierzę, że jest coś więcej niż to, co widzimy. Poza tym co nas otacza, jest niezwykły świat dziecięcych marzeń, do którego możemy wejść w każdej chwili.
Nasze dzieci poprowadzą nas po nim za rękę. Opowiedzą wszytko, co wiedzieć musimy i będą naszym wsparciem, gdy zwątpimy. Wierzę, że wróżki mogą zmieniać pory roku, że Piotruś Pan słucha naszych bajek, siedząc na parapecie, wierzę w Świętego Mikołaja i Zająca Wielkanocnego, a od niedawna i nawet w Jack’a Mroza. Wierzę też, że pierwszy śmiech dziecka to narodziny wróżki. Wierzę razem z moimi dziećmi w magiczny ich świat, w świat, który czasem staje się też moim światem. Ta wiara zbliża mnie do nich i pozwala odnaleźć w sobie, to co warto pielęgnować, to o czym nie można zapomnieć.
10994166_393202764192465_2174375204345720505_nŹródło zdjęcia: https://www.facebook.com/NaszeWsparcie?fref=ts

balonik

Wyrwana ze snu idę do pokoju dzieci skąd dobiega wołanie Gabi.
Powtórzone głośno kilka razy maaammmoooo dodaje powagi sytuacji.
Zazwyczaj słyszę jedynie: siku, pić, mleko itd. Tym razem woła mnie, mamę.
Idę więc zaciekawiona i staram się dowiedzieć o co chodzi.
– Mamo, nadmuchaj mi balonik…
Biorę niewidzialny balonik, wydaję odpowiedni dźwięk i oddaję nadmuchany. Gabi, z delikatnym uśmiechem na buzi i zamkniętymi oczami chwyta swój sen w rączkę. Odwraca się do mnie plecami. Śpi.

Po krótkim pobycie w śnie mojej córki, delikatnie oszołomiona wracam do kontynuowania moich snów.

Matka matce wilkiem

Jedziemy do przedszkola.
Kasia i Gabi dyskutują o swoich dzieciach, Asi i Mai. Jak to młode matki, przekonane są o słuszności tylko własnego zdania na temat zajmowania się lalkami i z podirytowaniem przyjmują uwagi innych matek. Złoszczą się także, gdy inne mamy, nie chcą zgodzić się z ich teoriami dotyczącymi pielęgnacji i wychowania.
Dyskusja staje się coraz żywsza i głośniejsza. Nie ingeruję, słucham z wielkim zainteresowaniem. Czyżby moje córki czytały teksty o rywalizacji rodziców, czyżby odwiedzały internetowe fora dla zatroskanych matek?
W pewnym momencie zażartej dyskusji Gabi spokojnym głosem mówi:
– ej Kasia, nie kłóćmy się. Ja chcę po przedszkolu pobawić się Małymi, a Ty?
– No ja też…
Konflikt matek kończy się, zaczynają się plany wyjazdu z Małymi w góry.

Jedziemy dalej, a mi przypomina się widziany niedawno film. I tak myślę, że przecież wszystkim mamom chodzi o to samo, o dobro ich dzieci. Musimy tylko zacząć się słuchać i przestać rywalizować. Wychowanie dzieci to nie konkurs, to nie wyścig.
To ma być przygoda i nikomu nie trzeba niczego udowadniać.
Najważniejsze są nasze dzieci! Warto o tym pamiętać. Dzieci to wiedzą 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=Me9yrREXOj4