leżakowanie

Wojtek wraca z pracy i mówi:
– ale jestem styrany!
Kasia na to: – a co to znaczy?
– styrany to znaczy bardzo zmęczony.
Kasia: – to musicie sobie w pracy leżakowanie zrobić 🙂

W sumie nie głupi pomysł.

 

 

Kasia i jej Wilk

Taja pojawiła się w naszym domu w styczniu, Kasia w lipcu. Od początku pies był bardzo zainteresowany dzieckiem i traktował ją jak „swoje”. Kasia natomiast nie wiedziała jak to jest nie mieć psa. Ja obserwowałam, czuwałam, ustalałam granice. Każdego dnia odkrywałam jak rodzi się wspaniała przyjaźń, jak tworzy się magiczna więź.
Taja nadzwyczaj cierpliwie znosiła Kasi pęd ku wiedzy. Badanie anatomii oka, pyska czy ucha były na porządku dziennym. Gdy Kasia chorowała, pies, choć miał zabronione, wskakiwał na kanapę i kładł się obok niej.  Są takie dni, a raczej wieczory, że żadna siła nie jest w stanie wygonić Tajki z pokoju dzieci.  Zostaje do czasu, gdy Kasia uśnie. Nie wiem dlaczego akurat wtedy upiera się by zostać, ale wierzę, że ona wie. Ufam  jej instynktowi i swojemu.

Tajkę karmi Kasia. Dwa razy dziennie przygotowuje jej jedzenie. Pilnuje wypuszczania na zewnątrz, na spacerach prowadzi ją na smyczy. Przypomina o myciu zębów. Kasia dba o Tajkę, a Tajka troszczy się o Kasię. Gdy Taja zachorowała, Kasia spędziła ze mną ponad dwie godziny w lecznicy. Siedziała przy Tajce, gdy kroplówka powoli kapała i głaskała ją po głowie. Była z nią.
Od pięciu lat mam ogromne szczęście obserwować coś wyjątkowego, coś co powoduje na mojej twarzy mimowolny uśmiech. Przyjaźń dwóch dziewczyn.

Oto Kasia i jej Wilk 🙂

18076_1324359759128_1314663_n

26601_1377493807446_7547656_n

29332_1423216190477_1229008_n

39459_1720250936160_4944980_n

76318_1661042535987_3376713_n72266_1661043936022_1827486_n67198_1647641960981_1536022_n181951_1822179324306_4869060_n183798_1822179084300_8003049_n197923_1857321402836_508180_n

223646_4817853454287_597893081_n

IMG_4391IMG_2063576767_4025807413631_1680804097_nimg_8034IMG_112317862854_10212810409365117_5292508581755935752_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ninio

Jak ważnym członkiem naszej rodziny jest Ninio wie niemal każdy.
Często żartujemy, że Ninia pilnujemy bardziej niż dzieci 🙂
Ostatnio zdarzyło się tak, że Ninio nieoczekiwanie pojechał gdzieś  z Wojtkiem. Wiedziałyśmy z Kasią, że nie wrócą przed porą spania. Atmosfera zrobiła się mocno napięta. Prawdopodobnie ja bałam się bardziej niż Kasia.
Tuż przed kąpielą Kasia poprosiła, abym wycięła jej coś, co ona narysowała.
Był to Ninio. Ninio zastępczy.
Miał uszy, ogon i trzy łapy, bo jak Kasia powiedziała, trochę się pogubiła w tym liczeniu nóg Ninia. Ninio miał też metkę – czyli to co w Niniu najważniejsze – a raczej to z owej metki zostało.
Kasia poszła spać z Niniem zastępczym. Przed zaśnięciem powiedziała mi:
– wiesz mamo, ja mogę kiedyś Ninia stracić. To żeby mi nie było smutno, będę miała tego narysowanego, zastępczego.

IMG_4903SAM_5757Czasem zastanawiam się skąd w pięciolatce takie zrozumienie, taka zgoda na nieuniknione. Nieustannie odnoszę wrażenie, że Kasia wie więcej, więcej rozumie, więcej czuje. Bardzo długo byliśmy przerażeni wizją zgubienia Ninia. Dziś wiem, że nasza córka ma już opracowany plan. Jestem spokojna.

 

 

 

 

o uczuć wykorzystywaniu

Kocham cię bardzo powiedziała mama do córki.
Jak kochasz mnie bardzo, to musisz tańczyć ze mną na podłodze w kółko, aż powiem stop, odrzekła córka.
I tańczyła matka w kółko, aż jej się w głowie zakręciło, a córka stop nie mówiła.
I upadły obie na podłogę śmiejąc się głośno, a córka kocham cię mamo, powiedziała.
I matka pomyślała, że takie uczuć wykorzystywanie bardzo jej się podoba.