o psach

– Tatusiu, a czy psy się kupuje?
– Kasiu, czasem psy się kupuje, można też wziąć psa ze schroniska lub przygarnąć te, które się przybłąkają.
– hmmm, tato, a niektóre psy przygarniają się same, jak Burek!

IMG_3584

Fakt, Burek przygarnął się sam. Pojawił się pewnego dnia i już z nami został 🙂

 

takie tam domowe klimaty

Od wczoraj jesteśmy w domu. Gabi ma gorączkę. Kasia dość sugestywnie wytłumaczyła mi, że ona musi towarzyszyć Gabrysi. A ponieważ i tak siedzę w domu więc nie walczyłam zbytnio o swoje zdanie, które prawdę mówiąc, jak się zastanowić było podobne do Kasi 🙂

Tak czy inaczej, podczas śniadania mówię do dziewczyn: – to jak pomożecie mi dziś zrobić obiad? Na co Gabi odpowiedziała: – mamo, Kasia ci pomoże, ja będę leżeć na kanapie, dobra?!

vege inaczej

Od jakiegoś czasu zmieniam naszą dietę. Mięso jemy okazjonalnie.
Wczoraj przygotowałam na obiad kotlety z kaszy jaglanej. Dumna podałam je rodzinie
i czekałam na opinie.
Kasia spróbowała i powiedziała, że ona tego jeść nie będzie, że ona lubi mięso i że jest mięsożerna. W Wojtka oku dostrzegłam błysk nadziei, że odnalazł sprzymierzeńca
w walce z moimi fanaberiami.
Gabi zjadła na obiad tylko ogórki twierdząc, że jest ogórkowa.

No i to by było na tyle.
Dziś na obiad kotlety z kurczaka (zagrodowego, żeby nie było!).

z chirurgiczną precyzją

Patyczki – te, którymi wedle instrukcji na opakowaniu nie wolno uszu czyścić, są z niewiadomych przyczyn jedną z najbardziej pożądanych przez dzieci rzeczy w łazience.
Gdy już uda się do nich dotrzeć, a łatwe to nie jest, wszystkie lądują na podłodze i zaczyna się wielkie czyszczenie uszu. Pamiętając opowieść naszego kolegi Wojtka W. o tym, jak duże ku ku może taki patyczek zrobić, mówię do Gabi, żeby nie wkładała ich do ucha bo może ogłuchnąć. Gabi, nie przestając czyszczenia zwraca się do Kasi:
– Kasiu mów coś do mnie, mów cały czas.

To trochę tak, jak z tą operacją mózgu i przytomnym pacjentem 🙂

piromanki

Gabi: Mamo, Kasia ma zapałki!
Mama: Kasiu, pamiętasz, co Ci mówiłam o zapałkach. Nie wolno ich zapalać.
Kasia: Tak, mamo, pamiętam.
Idą w stronę swojego pokoju. Gabi po cichutku do Kasi: – Kasia, zrobisz mi ogń?
Kasia nic nie odpowiada. Po chwili z pokoju dobiega głos Kasi: – Gabi musisz mocniej pocierać!
Ruszam z kuchni do dziewczyn!
Kasia: Mamo, mamo, czy to źle czy dobrze jak śmierdzi?
Przyspieszam!
Szczęśliwie nic nie zostało podpalone. Rozmowę o zapałkach i ogniu przeprowadziłam raz jeszcze, tym razem posiłkując się jedną zapałką i kominkiem pełnym nieudanych (oczywiście w mniemaniu dziewczyn) rysunków. Ogień trawiący kartki w błyskawicznym tempie zrobił wrażenie. Obiecały już więcej nie bawić się w ten sposób.

Zapałki schowałam. Zapewne sama ich za tydzień nie znajdę.