O dziecięcym niebie…

Temat Boga, nieba i aniołów od ponad roku jest u nas stałym elementem wielu rozmów dzieci. Pojawia się w różnych okolicznościach. Czasem budzi w nich dziecięcy niepokój przed nieznanym, a następnym razem pomaga zrozumieć trudne sytuacje.

Dzisiaj Gabi znalazła na podłodze motyla.
Chciała go uratować.
Wypuścić na zewnątrz. Zawołała Kasię.
Kasia stwierdziła, że motyla zabrały anioły. Że teraz lata u Pana Boga. – Tam gdzie jest babcia Jasia, wiesz Gabrysiu. Pan Bóg jest olbrzymi i mieszka w niebie. Poszedł tam jak umarł. Anioły go zabrały.

Jakiś czas temu Kasia i Gabi leżały na tarasie i patrzyły na chmury. Kasia powiedziała wtedy do Gabi: – popatrz, tam jest babcia Jasia, patrzy na nas, pomachaj jej. Zdziwiona Gabi uznała, że nic nie widać. Kasia wytłumaczyła jej, że my babci nie widzimy, ale ona nas tak i że uśmiecha się do nas.

Wzruszam się bardzo. Babcia Jasia odeszła od nas 15 miesięcy temu.
Dziewczynki widywały ją niestety nie tak często, jakbyśmy tego chcieli.
Jednak przedziwna i cudowna zarazem więź Kasi z prababcią, jej częste mówienie o babci, daje mi wiarę, że Ona nadal z nami jest, że opiekuje się swoją wnuczką i prawnuczkami.

IMG_5313

Babcia Jasia i Kasia, rok 2009.

Wcześniejszy wpis o babci Jasi.

Głowy mycie

Mycie głowy dzieci to temat trudny. Jak sądzę nie tylko u nas.
Cierpliwość Gabi kończy się jednak mniej więcej w trakcie spłukiwania szamponu.
Tupie wtedy nogą i potrzebuje wsparcia Wojtka. Tata trzyma ją za rękę, a mama jest tą najgorszą i najgłupszą.
Dziś było podobnie.
Gabrysia przez zaciśnięte zęby mówiła:
– idź sobie, nie lubię cię! tata mi umyje głowę!
Ja na to, chcąc podać argument nie do zbicia, powiedziałam:
– ale Gabi, tata nie ma włosów. Nie umie ich myć.
No i tu nasze 3 – letnie dziecko, nadal przez zaciśnięte zęby i tupiąc nóżką odpowiedziało:
– ale przecież rękami będzie mi mył!

I zrobiło się mi dziwnie 🙂

jak dorosnę…

IMG_2870

Po wizycie w wozie strażackim, zapytałam zachwyconą Kasię, czy jak dorośnie to chce zostać strażakiem?
Kasia z oczywistością w głosie odpowiedziała, że nie.
Powiedziała: – mamo, ja po prostu chcę mieć dziecko. Chcę być mamą!

Nie płacz, przecież nic się nie stało

Kasia delikatnie skaleczyła się w palec. Pokazuje „ranę” Wojtkowi.
Wojtek: ooo skaleczyłaś się, ale to nic.
Kasia: Nie nic Tato, bo boli!

 

Natrafiłam niedawno na mądry i ciekawy tekst.

Janusz Korczak powiedział: „Nie ma dzieci, są ludzie”.
Kilkulatek idzie chodnikiem, niespodziewanie potyka się i upada na ziemię. Po chwili wstaje. Naskórek niezdarty, brak oznak zranienia, a jednak jest płacz, smutek i strach.

Stojący obok dorosły patrzy na sytuację i mówi: „O dobrze, że nic się nie stało”.
Malec płacze jednak i mówi: „A właśnie, że dużo się stało! Boli!
Kto ma rację?  Kto „wie lepiej”, czy coś stało czy nie? Od czego zależy ta wiedza: od wieku, doświadczenia?

Jeśli dorosły mówi dziecku, że „nic się nie stało” lub „nic nie boli”, gdy faktycznie boli, to dziecko uczy się, że nie może ufać sobie, swoim odczuciom i przeżyciom. Dziecko buduje pancerz i odcina się od emocji, nie umie ich okazać, a w konsekwencji nie nauczy się wczuć się w uczucia innych.

Dziecko ma świat dziecięcy, świat, który jest aktualny dla niego na jego poziomie, przeżywa go tak jak umie, krzyczy, bo czegoś chce, a nie dlatego, że robi na złość dorosłemu.

Dawanie empatii daje dziecku wiarę w siebie i swoje odczucia, uczy empatii dla siebie i tego, że może ją dostać od drugiego człowieka. Uczą się tego jego: ciało, serce i umysł, co skutkuje kontaktem ze sobą, kontaktem ze swoimi potrzebami i uczuciami, a także ze swoim ciałem. Przekłada się to na zdolność dokonywania wyborów, wiarę w siebie, szukania odpowiedzi w sobie, a nie na zewnątrz, akceptacji i znajomości siebie.

źródło: http://dziecisawazne.pl/nie-placz-przeciez-nic-sie-nie-stalo-dlaczego-warto-przyjac-perspektywe-dziecka/

zasady

Wieczorem wybraliśmy się na rowery. Tzn. Kasia i Gabi się wybrały. My podążaliśmy za nimi na nogach.
Już pod domem, Kasia mówi do Gabrysi.
– Gabrysiu, będziemy jechać blisko siebie, bo musimy porozmawiać, dobrze?
– Dobrze, zgadza się Gabi.

I faktycznie jadą przodem i o czymś dyskutują. Dochodząc do asfaltu, dogoniliśmy dziewczyny i wtedy usłyszeliśmy:
– Gabi, zasada numer dwa, jak mama i tata nie pozwalają wchodzić na schody to nie wchodzimy, ok?
– Gabi się oczywiście zgadza.

Uśmiech pojawia się nam na twarzach i duma rozpiera. Co tu ukrywać mądre dzieci mamy 🙂

W drodze powrotnej, gdy już trochę zapomnieliśmy o całej sytuacji, znowu zbliżyliśmy się do dziewczyn.
– Gabi, zasada numer pięć…  zrobię kółko (Kasia okrąża siostrę), to nie była zasada – szybko wyjaśnia Kasia.  – Zasada numer pięć, jak widzimy samochód to się zatrzymujemy.

Pod domem była jeszcze zasada numer siedem, o wchodzeniu w kałużę bez kaloszy.

Ciekawość mnie zżera , jakie były pozostałe.