Kasia idzie na medycynę!

Od kilku dni Kasia kaszle. Dziś mówi:
– mamo, ale ten kaszel to chyba od kataru, bo on spływa.
M: masz rację!
K: a jak nie od kataru, to chyba trzeba iść do pani doktor, bo ona wie co robić.
M: zgadza się, bo pani doktor jest bardzo mądra
K: a dlaczego?
M: ponieważ w szkole dla lekarzy uczyła się jak leczyć dzieci.
K: Ja też chcę!
M: chcesz chodzić do szkoły dla lekarzy?
K: tak mamo, ale tylko do obiadku.

 

Brzydka Piękna

Jedziemy do przedszkola. Pierwszy odcinek, to nasza ulica, pełna dziur, błota i sam Bóg jeden wie czego jeszcze…
Kasia: Mamo, a może wezwiemy koparkę i betoniarkę i naprawimy naszą drogę?
Wyjeżdżamy  na asfalt.
Kasia: O! Taka nasza droga powinna być. Zrobimy taką?
Staram się Kasi wytłumaczyć, że ta droga jest gminna, a nasza prywatna itd. Kasia ciągle zadaje pytania uzupełniające: a dlaczego, a jako to? A ja brnę w tłumaczenia, które nijak nie są logiczne.
Kasia: Mamo, bo nasza ulica to Piękna, tak? Ale Piękna to tylko taka nazwa, bo ona strasznie brzydka jest…

No i jak tu się nie zgodzić. Taka ta nasza Piękna pełna sprzeczności ulica 🙂

 

z cyklu Gabi zasypia cd

Gabi: Tato opowiedz mi o dziewczynce!
Tata:  Daleko daleko, za górą za rzeką żyła sobie duża dziewczynka z kręconymi włoskami…
Gabi: To ja! To ja!
Tata: Tak Gabrysiu, to ty. A teraz przytul się, to opowiem, co było dalej… (Gabi wtula się w tatę) żyła sobie dziewczynka… (tata przerywa, bo jego opowieść zagłusza głośne chrapnięcie córki).

niezły Sajgon

Wchodzi Kasia do swojego pokoju, który wygląda, delikatnie mówiąc, jak po wybuchu bomby. Patrzy ze spokojem i stwierdza: – ale tu Sajgon!
Jeszcze przez chwilę obserwuje swoje i Gabi dzieło i poważnym tonem mówi:
– Gabryniu, chodź, posegregujemy to!

Zjeżdżalnia i uśmiech

Zostając mamą, dostałam w gratisie coś niespodziewanego – dodatkowy, szeroki uśmiech, taki z zębami na wierzchu, taki od którego prędzej czy później powstają zmarszczki. Uśmiech ten pojawia się zwykle w sytuacjach, które dla ludzi postronnych są zwyczajne wręcz nudne. Jest to uśmiech, o którego istnieniu nie wiedziałam do czasu, gdy ktoś go zauważył i mnie oświecił: – ale ty się szczerzysz do swojego dziecka. No tak, szczerzę się i to zdecydowanie częściej niż kiedyś.
Dzisiaj też się szczerzyłam, bo jak wiadomo ów gratisowy uśmiech pojawia się mimowolnie i niezapowiedzianie. Na przykład, gdy mama słyszy jak jej córki zaczynają knuć. Prawdopodobnie jestem nienormalna, ale uwielbiam jak moje dzieci kombinują coś razem. To miód na moje serce.

G:- Kasia, zrobimy zjeżdżalnię?
K:- noooooo!  a w którą stronę?
G:- o tu!
K:- dobra!
Na chwilę zatrzymują się, patrzą na siebie, na stolik, który zaraz będzie zjeżdżalnią i na mnie.
G:- mamo, możemy? (połączone jest to z rozbrajającym uśmiechem)
M:- możecie
G: – hura Kasia, możemy!

Jeden ruch i blat z przy kanapowej pufy staje się zjeżdżalnią.

G: – Kasia, razem co? Na nogach!
K: – No na nogach, ale w butach czy skarpetkach?
G: – W skarpetkach

I tu następuje ten moment, w którym do mojej twarzy przykleja się matczyny uśmiech. Zerkam na dziewczyny zza obiektywu i staram się trzymać aparat nieruchomo, co z wiadomym grymasem twarzy nie jest łatwe .
Córki moje opanowują różne techniki zjazdów, cały czas konsultując się ze sobą:
– a teraz bez trzymanki, a teraz tyłem, na brzuchu, bokiem, bez skarpet, w skarpetach itd.
Zwykły, stary blat na 40 minut staje się zjeżdżalnią, która dziewczynom daje wspaniałą radość, a mamie najlepszą terapię.

„Urlop” z dziećmi na jachcie

Gdy urodziła się nasza pierwsza córka Kasia, każdy pytał, no to kiedy płyniecie na rejs? A my, mimo że wcześniej wydawało się nam to oczywiste, że jeżeli urlop to tylko pod żaglami, nie do końca byliśmy przekonani, czy łódka to najlepsze miejsce dla naszego dziecka.

Po niespełna dwóch latach dojrzeliśmy do wyjazdu, a do naszej trójki dołączyła dwumiesięczna Gabi. Po zweryfikowaniu pierwotnych planów rejsu po Zatoce Gdańskiej, zdecydowaliśmy się na Mazury i na jacht bez żagli. Uznaliśmy, że tak będzie rozsądniej. Zwłaszcza, że jechaliśmy sami z dwójką naszych niesfornych pociech. Wyczarterowaliśmy Calipso 750, wygodny obszerny jacht, który jak się okazało, świetnie nadaje się na rodzinne wyprawy, te dalsze i te bliższe, jak nasza. Tuż przed rozpoczęciem mazurskiego sezonu wsiedliśmy w samochód, załadowaliśmy naszą radosną gromadę i ruszyliśmy ku przygodzie.

Oczywiście, gdy dojechaliśmy do Wilkas, lunął deszcz i padał na tyle długo, że bagaże – a przy dzieciach jest ich nieporównywalnie więcej niż normalnie – nosiliśmy w mało komfortowych warunkach. Zmokliśmy. Na szczęście jacht miał ogrzewanie, które okazało się świetnym udogodnieniem, zwłaszcza w nocy. Nasza nadzieja, że dzieci zmęczone podróżą zasną szybciej, zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Mała powierzchnia jachtu ma tą wadę, że jak już jedna zaśnie, to za chwilę druga ją obudzi i tak w kółko.

Kolejny dzień przywitał nas pochmurną, ale szczęśliwie bezdeszczową pogodą. Wypłynęliśmy w stronę Giżycka – na śniadanie. Po kilkunastu minutach wiedzieliśmy już, że plan dopłynięcia do Mikołajek jest nierealny. Kasia, mimo dużej ilości klocków i innych zabawek, dość szybko zaczęła się nudzić, a widok wody i innych żaglówek w oddali był atrakcyjny, ale nie aż tak. Kamizelka ratunkowa, którą zakupiliśmy przed wyjazdem, i która w domu była powodem płaczu i wielkiego sprzeciwu, na łódce została naturalnie zaakceptowana i była noszona przez Kasię z wielką dumą.

W momencie, gdy podchodziliśmy do kei w Giżycku, obudziła się Gabi, a Kasia złapała tzw. drugi oddech, który podwaja jej i tak olbrzymią energię. Wojtek został więc sam. Na szczęście nie mieliśmy żagli, a jedynymi linami były cumy, które zawsze ktoś chętnie odbiera. Eko Marina w Giżycku zaskoczyła nas bardzo pozytywnie, port pachnie jeszcze nowością i ma wszystko, czego żeglarze potrzebują. Jest też wyjątkowo przyjazny dla rodzin z dziećmi. Plac zabaw został przez Kasię zaakceptowany pierwszego dnia.

Na śniadanie trafiliśmy do Siwej Czapli, mieszczącej się w drewnianym budynku z 1928 roku, wpisanym do rejestru zabytków województwa warmińsko-mazurskiego. Miejsce to zaczarowało nas wyrabianym na miejscu twarożkiem. Wróciliśmy tam na obiad, kolejne śniadanie i jeszcze jeden obiad. Pomidorowa z domowym makaronem, zupa cebulowa, pierogi ze szpinakiem i ricottą, placki ziemniaczane no i wspomniany twarożek to smaki tego wyjazdu.

Gdy wypływaliśmy z Giżycka, dość szybko się okazało, że konieczny będzie kompromis. Nasza tęsknota za pływaniem, zderzyła się z nieprzeciętną energią naszej córki, dla której jacht Calipso 750 był zdecydowanie za mały. Zdecydowaliśmy się przepłynąć Kanałem Giżyckim na jezioro Kisajno i powrót niesamowicie malowniczym Kanałem Niegocińskim i Piękna Góra. Największą atrakcją dla naszej starszej córki okazało się czekanie na otwarcie mostu w Giżycku i karmienie kaczek. Nie wspomnę o radości z pozdrawiania wszystkich przechodniów i załóg przepływających łódek. Oczywiście radość była również po stronie pozdrawianych.

Zarówno Kasia, jak i Gabrysia doskonale zasypały przy dźwiękach silnika więc zdarzały się momenty kiedy obie spały jednocześnie. Wtedy na chwilę zapominaliśmy o chaosie jaki wprowadzają nasze pociechy i delektowaliśmy się ciszą opływając wyspy-rezerwaty na jeziorze Kisajno.

Kasia zaskakująco szybko zaakceptowała nową przestrzeń i świetnie się w niej odnalazła. Hunt koja stała się jej ulubionym miejscem zabaw. Nowe reguły życia na jachcie przyjęła naturalnie i bez protestów. Jednak jak na razie karmienie kaczek i łabędzi wygrywa z pływaniem. Gabi, jak na dwumiesięczne maleństwo przystało, grzecznie drzemała w każdej wolnej chwili, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że jest na łódce.  A my… My po czterech dniach byliśmy wykończeni. Opieka nad dziećmi na jachcie wymaga maksymalnego skupienia przez cały czas. Nie można sobie pozwolić nawet na malutką przerwę. Mała powierzchnia jachtu sprawia, że dzieci budzą się nawzajem, a znudzone płynięciem stają się bardzo kreatywne w wyszukiwaniu zajęć, nie zawsze bezpiecznych.

Do domu wracaliśmy zmęczeni, ale mimo wszytko zadowoleni i pełni optymizmu. Już w samochodzie nieśmiało pojawiły się plany kolejnego wyjazdu. Zaczęliśmy powoli akceptować fakt, że na urlopie z dziećmi raczej nie odpoczniemy, ale też jakie to ma znaczenie, gdy widzi się zachwyt w oczach, które pierwszy raz zobaczyły żagle.