dzidzia

Gabi znalazła na ziemi kawałek zaschniętej ciastoliny zupełnie maleńki, centymetrowy.

Wzięła go do rąk i z przejęciem powiedziała: mama popatrz dzidzia!

Później chodziła z tym kawałkiem, całowała go, przytulała, aż wreszcie schowała do kieszeni.

Po jakimś czasie przybiegła przejęta i od nowa zaczęła mi prezentować swoją dzidzię, dokonują wszelkich koniecznych rytuałów.

W którymś momencie dzidzia najwyraźniej coś przeskrobała bo Gabi na nią dobitnie krzyknęła: Dzidzia! Nie! Później przytuliła i pocałowała.

Dzidzia dostała kolację i syropy.

Niestety dzidzia była mała i zaginęła ( a dokładnie rozsypała się w pył, jak to z ususzoną ciastoliną bywa), co wywołało straszny płacz, gdy Gabrysia przypomniała sobie o niej przy zasypianiu.

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Gabi  spokojnie przyjęła tłumaczenia zdesperowanej mamy, że dzidzia pojechała do groty solnej.

Do dziś gdy Gabi pyta o dzidzię, odpowiada sama sobie – mama dzidzia soj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s