oczami dziecka

Gabi potrafi świętego wyprowadzić z równowagi, a ja święta nie jestem, więc dziś – po trzecim rozebraniu się przez nią niemal do naga, w momencie, gdy właśnie wychodziliśmy z domu – krzyknęłam i zostawiłam ją siedzącą i płaczącą na podłodze w łazience. Gdy szłam do kuchni, niezbyt dumna z tego, że dałam się ponieść emocjom, minęła mnie Kasia z wymowną miną. Poszła do łazienki, przytuliła siostrę, wzięła ją za rękę i idąc do kuchni powiedziała, nie płacz dzidziu, mama jest głupia!

Co prawda to prawda, niestety!

coooo??????

Jedziemy samochodem.

Kasia opowiada Gabrysi z przejęciem o nowo poznanej koleżance Martynce. Gdy naprawdę długa opowieść dobiega końca, Gabi patrzy na Kasię i pyta cooooo?

Kasia cierpliwie zaczyna od nowa: Bo wiesz dzidzia, u babci była Martynka… gdy kończy Gabi ponownie wydobywa z siebie gardłowe: coooo?

Kasia rozpoczyna opowieść trzeci raz, Gabi w połowie znowu pyta: cooooooooooo?

My z powstrzymujemy się od wybuchu śmiechu, ale Kasia nie ma z tym problemu zaczynając się śmieć mówi: Dzidzia przestań!

Taki wesoły powrót do domu 🙂