Zimowe spacery

Błyszczący śnieg, słońce, bajecznie wyglądające drzewa… w mojej głowie mimowolnie pojawia się obraz roześmianych dzieci obsypujących się śniegiem, lepiących bałwana i radosnej mamy, która z miłością w oczach dogląda swych pociech. Tracę na chwilę poczucie rzeczywistości i pytam: Dziewczyny idziemy na sanki? W odpowiedzi słyszę oczywiście radosne TAAAAAKKKKKK!

Dobrze, nadal jest jak mojej wizualizacji. Szykuję rajstopy, skarpetki, spodnie, spodnie zimowe, buty, kurtki, czapki, rękawiczki, szaliki. Jest dobrze, dziewczyny entuzjastycznie biegają w kółko i piszczą. Jest godzina 10.00.

Kasia ubiera się sama, walczy z rajstopami. Gabi też chce. Gdy proponuję pomoc, ucieka w najdalszy zakamarek domu, by rozgryźć zagadkę rajstop. Odpuszczam. Zaczynam pomagać Kasi, co oczywiście spotyka się z protestem.

10.20 Kasia ma założone rajstopy, skarpetki i spodnie. Gabi nadal siedzi w kącie w samych majtkach i walczy z rajstopami. Jest wściekła.

10.40 Kasia zmienia spodnie  bo poprzednie się zamoczyły podczas picia. Gabi nadal walczy. Mimo sprzeciwów postanawiam jej pomóc.

10.50 Kasia ma założone rajstopy, skarpetki i spodnie . Gabi ma rajstopy, spodnie, skarpetki.  Zaczynamy drugi etap ubierania, buty i spodnie zimowe.

11.10 Kasia stwierdza, że nie idzie na dwór. Zaczyna się rozbierać. Gabi siedzi w prawym bucie na lewej nodze i próbuje założyć zimowe spodnie.

11.15 Kryzys zażegnany. Kasia znowu chce iść na sanki, zaczyna zakładać spodnie i buty. Gabi jest wściekła, nie da sobie pomóc. Uciekając się do podstępu zakłam jej spodnie i buty.

11.20 Kasia zakłada rękawiczki. Gabi chce rękawiczki, które ma Kasia, mimo że obie pary są identyczne.

11.30 Wystawiam dzieci za drzwi. Ubieram się i po 30 sekundach jestem z nimi.

Wyciągam sanki, koce i inne niezbędne akcesoria. Kasia stwierdza, że ona na kocu jechać nie będzie. Chowam  koc. Gabi widząc sanki wpada w histerię i wraca do domu. Udaje mi się ją jednak przekonać. Wychodzimy za bramę. Sukces. Kasia jedzie na sankach, Gabi targam na ręku. Zostawiony na podwórku pies przekonany, że idzie na spacer głośno wyje. Gdy nogi Gabi dotykają ziemi dłużej niż 5 minut spacer przestaje się jej podobać. Kasia jest zachwycona i woła: wio koniku! Konik podoba się też Gabi. Mamie trochę mniej.

12.00 Wracamy do domu: bo siku, bo ja nie chce, bo Gabi wyje. Jestem styrana jak po kilkugodzinnym machaniu łopatą – tak myślę,bo nigdy nie machałam 🙂

Następnego dnia zapominam oczywiście, że o mało nie umarłam w trakcie przygotowań i podczas spaceru i zwiedziona urokiem zimy ponownie zaczynam rytuał od pytania: idziemy na sanki? TAAAKKKK! Tym razem Gabi jest zachwycona, a Kasia wyje.

Byle do wiosny, byle do wiosny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s