św. Mikołaj

Wieczór, Kasia leży w łóżku, czytam jej książkę. W pewnym momencie Kasia wstaje gwałtownie i z wielkim przejęciem mówi:
– mamo, muszę napisać list do Mikołaja.
– dobrze, jutro napiszemy.
– mamo, ale ja nie umiem pisać, ty napisz.
– ok, jutro napiszemy razem, a co byś chciała dostać od Mikołaja?
– trąbkę!
No to Mikołaj ma wyzwanie, zwłaszcza, że już ma wszystkie prezenty;)

do brzuszka…

Kasiu, a gdzie wpada zupa?
– do brzuszka
No to trzeba nakarmić brzuszek!
– no!

Gabi podnosi bluzkę i wylewa sobie łyżkę rosołu z kluskami prosto na brzuch.
Skoro mama mówi, że trzeba karmić brzuszek, to trzeba.

 

Żółwik Sammy

Starsza córka, która ucięła sobie wczoraj drzemkę od 16 do 19 zafundowała nam wyjątkowy wieczór z Żółwikiem Sammym.

Dziś jej pierwszymi słowami po obudzeniu było: chcę Sammiego!

Dobrze, że tak się to skończyło, bo takie zmiany w zachowaniu zazwyczaj kończą się mega pawiem w nocy.

Pierniczki

 

Dla frajdy mojej i córek postanowiłam zrobić próbne pierniczki, próbne bo bez mleczne i bez jajeczne (a jak się okazuje prawdopodobnie następnym razem również bez miodowe). Młodsza uwielbia gmerać w misce z mąką, co zabawne (dla mnie oczywiście)  jest tylko przez kilka minut. Zwłaszcza, gdy rozsypana mąka wymiesza się z rozlanymi płynami dodawanymi uparcie przez starszą córkę.  Gdy już szczęśliwie wszystkie składniki zostały dodane, a mikser włączony, starsza córka spojrzała do miski z obrzydzeniem i stwierdziła, że ciasto wygląda jak kupa… 😉

Pierniczki wyszły smaczne, choć zęby na nich można połamać, podobno mają skruszeć… ale nie wiem czy zdążą.

ucieczka Ninia

 

 

W piątek w przedszkolu zaginął Ninio*. Starsza córka na pytania taty i opiekunek odpowiedziała:
Ninio uciekł z przedszkola. Spotkał ciężarówkę i do niej wsiadł. Ciężarówka zawiozła go prawie do domu, ale droga była dziurawa i musiał wysiąść. Dalej szedł na nogach.
Po dwóch godzinach Ninio, ku radości córki dzielnie dotarł do domu**;)
* ulubiona przytulanka starszej córki
** Ninio ukrył się w klockach w przedszkolu i tata miał dodatkowy kurs;)

Nocne manewry

 

 

21.30 schodzę z góry. Obie córki śpią.

Po dwóch godzinach udawania, że mamy jakieś życie, które  zazwyczaj spędzamy przed komputerem lub telewizorem, wchodzimy po schodach czując ciężar ostatniego dnia, a tak naprawdę ostatnich trzech lat. W sypialni, gdzie w łóżeczku śpi  młodsza praktycznie nie oddychamy, bo dziecię jest wyjątkowo czujne. Zasypiamy.

24.00 młodsza domaga się mleka, z zamkniętymi oczami schodzę do kuchni, po omacku robię mleko. Wracam. Zasnęła bez mleka. Schodzę zanieść mleko do lodówki, co by się nie zmarnowało. Wracam. Zasypiam.

24.40 młodsza domaga się mleka… Schodzę po schodach starając się nie zabić, bo oczy mam cały czas zamknięte. Wracam. Wypija mleko. Zasypia.

01.30 odzywa się głos starszej córki . Idę do jej pokoju (na szczęście na tym samym piętrze). „Mamo, si si”. Radość mija. Córka na ręce i na dół. Tym razem otwieram jedno oko. Na dole okazuje się, że jednak „nie chce si si”. Wracamy. Kładę ją do łóżka i słyszę: „mamo chcę mleko”. Schodzę. Robię mleko. Wracam. Kładę się obok starszej córki na jej łóżku  i zasypiam. Oczywiście spanie w dziecinnym łóżku mści się okrutnie. Budzi mnie ból całego ciała.

02.40 Wracam do sypialni.

03.20 Budzi mnie zimny nos naszego psa, który oczywiście zapomniał się wysikać w ferworze zajęć całego dnia. Schodzę na dół. Wypuszczam ją na podwórko. Wracam na górę. Zasypiam.

03.40 Pies dobija się do drzwi. Schodzę po schodach. Wpuszczam psa. Wracam na górę. Zasypiam.

05.40 Wstaje młodsza córka. Po wyjęciu z łóżeczka, ignorujemy jej obecność i dalej śpimy.

06.00 odzywa się  głos starszej córki: maaamoooo! Idę z nadzieją, że może mi się wydawało. Niestety. Nie śpi.  Nie otwierając oczu, kładę się na jej łóżku. Natychmiast zasypiam i natychmiast budzi mnie rześki głosik „mamo wstawaj, już dzień”. Wstaję więc i schodzę na dół, bo przecież już dzień!