Oni

Zaczyna brakować słów.
Obawa miesza się z nadzieją.
Lęk z wiarą.
Myśląc o nich połykam łzy.
Ich strach.
Ich zmęczenie.
Ich tęsknota.
Heroizm i bezradność.
Nienormalna normalność.

Nich to minie.
Niech się skończy.
Już wystarczy.

 

1-42-27-11729

rys. Alireza Pakdel-The Artist

W Kuźni dzięcioła

Las i jego okolice kryją w sobie niezliczoną ilość tajemnic, niezwykłych historii i opowieści o życiu i zwyczajach mieszkających tam stworzeń. Jednym z najbardziej oczywistych ptaków leśnych jest dzięcioł. Mniej już oczywiste jest to, że dzięcioł buduje kuźnię i w niej pracuje!

European green woodpecker and  great spotted woodpecker
Dzięcioł zielony i dzięcioł duży

Większość osób zna i umie rozpoznać dzięcioła. W Polsce mamy aż dziewięć odmian tego niezwykłego ptaka, który potrafi bębnić w pień drzewa z prędkością 25 km/h, z częstotliwością 10-20 uderzeń na sekundę! Dzięcioł duży i średni to te dzięcioły, które widujemy najczęściej. Niemal zawsze to właśnie one zmuszają nas do zadarcia głowy w celu odnalezienia źródła charakterystycznego dźwięku. Bardzo podobne do nich są  też dzięcioł białoszyi, białogrzbiety i dzięciołek. Niezwykle rzadkim i trudnym do obserwacji jest dzięcioł trójpalczasty, skromnie ubarwiony ptak jest naszym sprzymierzeńcem w walce z kornikiem drukarzem, który jest jego ulubionym przysmakiem. Największym dzięciołem w Europie jest dzięcioł czarny, 50 cm wzrostu i do 73 cm rozpiętości  skrzydeł robi wrażenie. Nie szukajcie go w koronach drzew. Pożywienia szuka znacznie niżej niż jego krewniacy, często na wysokości naszych oczu. Moim ulubionym dzięciołem jest dzięcioł zielony, ze swoim przejmującym okrzykiem przypominającym upiorny chichot.  Można go spotkać spacerującego po ziemi, jest bowiem naszym polskim skrzydlatym mrówkojadem. Jego lepki język wysuwa się nawet 10 cm poza koniec dzioba, jednak najbardziej niesamowite jest to, że gdy go chowa, owija język wokół czaszki! Jest to cecha wspólna dla wszystkich dzięciołów, ale to właśnie dzięcioł zielony posiada najdłuższy język ze wszystkich. Jest niewątpliwym rekordzistą. Dziewiąty dzięcioł, to dzięcioł zielonosiwy, w Polsce niestety żyje niewiele ponad 100 par, tego pięknego ptaka.

Gdy spacerując po lesie lub w jego sąsiedztwie zobaczymy pod drzewem liściastym składowisko szyszek, możemy być niemal pewni, że trafiliśmy na stołówkę dzięcioła dużego. Jednym z jego ulubionych przysmaków są nasiona znajdujące się w szyszkach. Aby je wydobyć w łatwy i komfortowy sposób, dzięcioł znajduje odpowiednie drzewo, gdzie mocuje szyszkę i w bezpieczny sposób zajada się darami lasu. Gdy już trafi na idealne miejsce, wraca do niego stale, nie marnując czasu i energii na poszukiwanie nowego. W taki właśnie sposób powstają dzięciołowe kuźnie. Oto jadalnia naszego sąsiada. Na topoli osice, tuż przy drodze, kilka metrów od naszego domu. Z fascynacją obserwujemy stale przybywające stosiki szyszek. To takie nasze lokalne National Geographic:) .

IMG_9916IMG_9927

IMG_9919

Osobno razem

Trwa wojna. Nasz przeciwnik jest przebiegły i inteligentny. Wykorzystał naszą potrzebę bliskości z drugim człowiekiem. Zamienił nas w śmiercionośną broń. Bez naszej zgody i wiedzy. Staliśmy się zagrożeniem dla tych, których kochamy, dla każdej napotkanej osoby. Narasta niepokój, niepewność, strach. Jednocześnie nasze zmysły zaczynają wariować, skoro nie widać zagrożenia, to może go nie ma?

Trwa wojna. Najtrudniejsza, bo niewidoczna. Gdyby codziennie spadały bomby nikt nie spotykałby się ze znajomi, nie biegałby po niepotrzebne produkty do sklepu, firmy zamknęły by swoje biura, urzędy zaprzestałyby pracy. Gdyby na każdym rogu stał żołnierz z karabinem gotowym do strzału, nie pozwolilibyśmy naszym dzieciom na zabawy z kolegami, zrezygnowalibyśmy z zakupu czekolady czy ulubionego kremu do twarzy. Nie planowalibyśmy remontu mieszkania, czy wyjazdu do Sopotu.

Trwa wojna. Bomby spadają po cichu. Niewidoczne. Bezgłośne. Wróg, który nie potrzebuje odpoczynku, werbuje nowych żołnierzy. Nieświadomą armię. Wypełnia naszą rzeczywistość, nasze rozmowy, myśli i sny. On tu jest.

Trwa wojna. Ofiary umierają samotnie, z dala od bliskich. Bez dotyku drugiego człowieka. Ot taki paradoks. Okrutny żart naszego wroga.

Trwa wojna. Możemy ją wygrać. Musimy tylko bardzo chcieć. Wszystko zależy od naszych decyzji. Wszystko zależy on nas.
To my jesteśmy armią, która może powstrzymać wroga. Wystarczy zostać w domu! Tak naprawdę, bez ściemy. Zostać i nie dać się zwerbować wrogowi. Wygramy tą wojnę razem będąc osobno!

Cicho…

Koronawirus jest medialny, budzi lęk. Jest blisko. Działa na naszą wyobraźnię. Mimowolnie przed oczami stają nam sceny z filmów katastroficznych.  Internet jest przesycony informacjami i aktualnymi interaktywnymi mapkami. Rządy państw mobilizują się by nie zaliczyć wtopy. Każdy kilka razy dziennie sprawdza najnowsze doniesienia.  Jesteśmy na bieżąco. Kto, gdzie, w jakim wieku, kiedy.  Wiemy wszystko.  A tymczasem, gdzieś pomiędzy Turcją a Grecją trwa koniec świata. Trwa apokalipsa człowieczeństwa, o której świat milczy. W Grecji straż przybrzeżna strzela do pontonów z ludźmi. Do rodzin uciekających przed wojną. Próbuje je zatopić. Tonących odpychają kijem, by w odruchu ratowania życia, nie łapali się pontonu. Ale cicho, to nie jest ważne. Przecież to nie ludzie, przecież to muzułmanie, oni nie czują bólu, nie cierpią, nie odczuwają emocji. Ich dzieci nie są takie jak nasze. Ciiii, my mamy koronawirusa, zabrakło płynu do dezynfekcji rąk, makaron znika z półek, a linie lotnicze zawieszają loty. Nie patrzmy w tamtą stronę, to może problem zniknie. Przecież mamy koronawirusa. Nie możemy zająć się wszystkim na raz. Mamy swoje problemy.
Cicho Cicho.

Jak zostałem Świętym Mikołajem

Usiadł na miękkim krześle przy biurku. Pochylił się nad pustą kartką, na której widniały zapisane już od kilku dni słowa: jak zostałem Świętym Mikołajem…

– hmm mruknął. Od czego mam zacząć? To było tak dawno temu.

Wstał i podszedł do okna. W głowie kłębiły się mu najróżniejsze myśli.
Tyle dzieci na świecie już w niego nie wierzy. Bo jak mają wierzyć w kogoś, kogo nie widać? Wszystko zmieniło się tak bardzo przez te lata. Rzeczy kiedyś ważne, dziś zostały zastąpione innymi. Każdemu brakuje czasu, brakuje chwil spędzonych ze swoimi dziećmi i bliskimi. Świat pędzi, a jego mieszkańcy razem z nim gonią za pragnieniami o przedmiotach, które mają uczynić ich szczęśliwszymi, lepszymi.

Posmutniał. Ostatnio często się mu to zdarza. Nie tak, to wszystko miało być. Zamyślił się na moment. Wziął pióro zaczął pisać.

Urodziłem się tam, gdzie obecnie znajduje się Turcja. Było to dawno, dawno temu. Wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Nikt nawet nie marzył o tym, że będzie coś takiego, jak elektryczność, samochody czy internet. O grach komputerowych nie wspominając. Nie miałem rodzeństwa. Byłem całkiem normalnym chłopcem. Lubiłem biegać, wspinać się na drzewa, miałem kolegów i koleżanki. Zdarzało mi się też psocić… Uśmiechnął się lekko zawstydzony na wspomnienie o tym, jak podczas zabawy stłukł doniczkę z kwiatkami, w której wcześniej przygotował magiczną miksturę… oj tak to był wspaniały czas zachichotał pod nosem.

Jeszcze zanim zostałem księdzem, odkryłem, że największą radość i szczęście przynosi mi pomoc innym. Obdarowywanie drugiego człowieka, sprawiało mi ogromną frajdę. Uśmiech na twarzach ludzi był dla mnie najcudowniejszą rzeczą jaką mogłem sobie wymarzyć. Mijały lata, a ja rozdałem wszystko co miałem. To było jak magia, jak gorąca czekolada, jak zapach pierników, jak pierwszy śnieg. Uwielbiałem być tym nieznajomym, który zostawia podarunki. Kochałem ludzi, kochałem tę iskierkę oczekiwania w oczach dzieci. Szybko okazało się, że ta cudowna magia i niezmierzona wiara pofrunęły razem z wiatrem daleko, daleko do miejsc, do których nie mógłbym nigdy dotrzeć. Ludzie opowiadali sobie nawzajem o tajemniczym Mikołaju, który, gdy zbliżał się czas świąt Bożego Narodzenia, zostawia dzieciom prezenty. Przepełnieni miłością i dobrem zaczęli mnie naśladować, odkrywając jak cudowne uczucie powoduje obdarowanie drugiej osoby. Moi pomocnicy dotarli w najdalsze zakątki świata, wywołując uśmiech na buziach dzieci. Stałem się, jak to teraz się mówi, popularny i zapewne dziś miałbym jakieś milion łapek w górę, oczywiście gdybym miał kanał na YouTube.

Magia i wiara we mnie sprawiła, że od ponad 600 lat mogę robić, to co daje mi największą radość. Wysłuchuję marzeń dzieci, wsłuchuję się w pragnienia dorosłych. I gdy przychodzi ten cudowny czas zakradam się do serc ludzi, czasem szepnę coś niepostrzeżenie na ucho i spełniam wszystkie te pragnienia, daję nadzieję, rozdaję prezenty… Od kilkudziesięciu lat wchodzę do domów przez komin, a moimi niezastąpionymi pomocnikami są renifery. Kiedyś było inaczej, ale to nie ma znaczenia. Wszystko się zmienia. Najważniejsza jest magia i wiara. To sprawia, że ludzie stają się lepsi i szczęśliwsi.

Mikołaj odłożył pióro. Zamyślił się. Jak zostałem Świętym Mikołajem…. Hmm mruknął i uśmiechną się do siebie. Zostałem Świętym Mikołajem dzięki ludziom, dzięki dzieciom, które we mnie uwierzyły. A najwspanialsze jest to, że Ty też możesz zostać pomocnikiem Świętego Mikołaja, a nawet samym Mikołajem. Wystarczy, że podarujesz coś drugiej osobie i niekoniecznie muszą być to drogie prezenty. Ja rozdawałem kiedyś jabłka i orzechy, czasem po prostu rozmawiałem z osobą, która potrzebowała, żeby ktoś jej wysłuchał.  To właśnie uśmiech, czy mocny przytulas są najcudowniejszym darem,  najlepszym prezentem. Słowo dziękuję i życzliwość do ludzi i zwierząt zamieszkujących nasz świat. Niekoniecznie tylko w święta. Pamiętaj, dopóki w coś wierzymy, to TO istnieje. Ja istnieję, dopóki we mnie wierzysz.

Odłożył pióro i uśmiechnięty, podśpiewując radośnie wrócił do pakowania prezentów. Przed nim magiczna noc.

Listy

– mamo chcesz przeczytać
– pewnie, a co to?
– list do Świętego Mikołaja…
– a mój przeczytasz?
– pewnie, że przeczytam

Biorę do ręki dwie karki.  Niebieską i czerwoną.
Czytam.
Czuję jak łzy napływają mi do oczu.
Chyba nigdy wcześniej tak bardzo nie pragnęłam, aby święty spełnił zawarte w nich prośby.

Kasia nie poprosiła o żaden prezent.
Gabi poprosiła o prezenty dla wszystkich, siebie wymieniła na samym końcu.

Kasia pragnie abyśmy żyli wiecznie. Zdrowi. Szczęśliwi. Razem.
Brakuje jej też przyjaciela, który zmienił szkołę. Wierzy, że święty pomoże.

Obie tęsknią za Tajką. Chcą, żeby wróciła. Gabi chce dać jej w prezencie naszą miłość, żeby święty przekazał jej, magicznie jakoś tak.  Żeby wiedziała.

Wrażliwość, niematerialność.
To o czym przecież wiem, ale w pędzie życia zapominam.

Uczucia zagubione w dniach tygodnia.
Nasza tęsknota.
Dwa listy.
Olbrzymia wdzięczność.

Dzieci w górach

Dzieci w górach.
Chodzą, tropią, skaczą w błocie, wspinają się, nasłuchują ryczących jeleni, piją herbatę
z termosu, znajdują grzyby, wypatrują. Nie nudzą się. Są szczęśliwe.
Odnajdują się w otaczającym je świecie, stają się jego integralną częścią. Przepełnione szacunkiem i zachwytem przemierzają kilometry wilczego domu. Dzieci w górach.

IMG_7173IMG_7174IMG_7177IMG_7171IMG_7201IMG_7179IMG_7215IMG_7217IMG_7221IMG_7235IMG_7170IMG_7171IMG_7302IMG_7316IMG_7320IMG_7336